Nazywam się Helena. Mam sześćdziesiąt osiem lat i całe życie mieszkam na wsi. Tu się urodziłam, tu wychowałam dzieci, tu pochowałam męża. Zawsze mówiło się, że na wsi wszyscy się znają. I to prawda – znamy swoje nazwiska, pola, historie sprzed lat. Ale w ostatnich latach zauważyłam, że coś się zmieniło. Każdy zajęty swoim życiem. Młodzi do pracy w mieście, starsi coraz częściej sami w domach. Coraz mniej rozmów przez płot. Coraz więcej ciszy. Najbardziej bolało mnie to, że przestaliśmy się odwiedzać tak po prostu. Bez okazji.