Nie zaczynałem jako lider. Zaczynałem jako ktoś, kto po prostu chciał pomóc. Przyszedłem na jedną akcję - zbiórkę żywności w zimny, listopadowy weekend. Dostałem identyfikator, krótki instruktaż i miejsce przy wejściu do sklepu. Myślałem, że to będzie jednorazowe.
Jak się później okazało - nie było.
Z czasem zacząłem zauważać rzeczy, których wcześniej nie widziałem. Chaos, gdy brakowało rąk do pracy. Wolontariuszy, którzy chcieli działać, ale nie wiedzieli gdzie stanąć. Akcje z ogromnym sercem i słabą organizacją. Któregoś dnia ktoś zapytał: „Możesz to ogarnąć?”. Odpowiedziałem „jasne”, choć nie miałem pojęcia, jak bardzo to zmieni moje życie.
Dziś koordynuję wolontariuszy podczas akcji charytatywnych i społecznych — od zbiórek żywności, przez pomoc seniorom, po wydarzenia dla lokalnej społeczności. Moja praca rzadko jest widoczna. Zaczyna się długo przed wydarzeniem: listy, telefony, grafiki, wiadomości wysyłane późno w nocy. Upewnianie się, że każdy wie, po co tu jest i że jest potrzebny.
::addons{"type":"facebook-encouragement"}
W dniu akcji nie mam czasu na emocje. Liczę ludzi, rozwiązuję problemy, gaszę pożary. Ktoś nie przyszedł - szukam zastępstwa. Ktoś się stresuje - uspokajam. Ktoś mówi, że to jego pierwsza akcja - pamiętam, że właśnie takich osób nie wolno zgubić. Bo wiem, że jeśli poczują sens, wrócą.
Najbardziej wzruszające momenty przychodzą po cichu. Gdy wolontariusz podchodzi i mówi: „Dzięki, że mnie tu postawiłeś. To było ważne”. Gdy widzę grupę ludzi, którzy jeszcze rano się nie znali, a wieczorem śmieją się jak stara paczka. Gdy akcja się kończy, a ja wiem, że wszystko zadziałało - nie idealnie, ale wystarczająco dobrze, by komuś pomóc.
Bywają dni, kiedy jestem zmęczony. Kiedy mam dość odpowiedzialności i poczucia, że wszystko jest „na mojej głowie”. Ale wtedy przypominam sobie, że nie koordynuję zadań - koordynuję ludzi. Ich czas, energię, dobre intencje. A to ogromny przywilej.
Nie noszę peleryny. Noszę notes, telefon i plan awaryjny. I wciąż wierzę, że dobrze zorganizowana pomoc może zmienić świat - nie naraz, nie wszędzie, ale dokładnie tam, gdzie akurat jesteśmy.
- Kacper.
Artykuł powstał w ramach projektu "Wzmacniamy wolontariat lokalnie" jest sfinansowany ze środków Narodowego Instytutu Wolności - Centrum Wspierania i Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Korpusu Solidarności - Rządowego Programu Wspierania i Rozwoju Wolontariatu Systematycznego na lata 2018 - 2030.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu bilgoraj.com.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Śledztwo w sprawie pożaru w Puszczy Solskiej
OBY ZŁAPALI TYCH DRANI A NATURA SKUTECZNIE WYELIMINOWAŁA Z ŁAŃCUCHA EWOLUCJI
HENIEK
14:27, 2026-05-09
Pożar w Puszczy Solskiej opanowany
To nie jest puszcza!!!!!!! to są zręby , przecinki , wycinki ,młodniki i wraki LASU!!!
W
13:29, 2026-05-09
OSP Sól zbiera na quada gaśniczego
Małysza czy leci z wami pilot??
Edi
11:18, 2026-05-09
Rondo Armii Krajowej w Biłgoraju zachwyca
Na szacunek zasługują wszystkiew polskie armie , które walczyły z okupantem. I AK , AL , partyzanci i ruch oporu w miastach. Najczęściej młodzie ludzie wstępowali do tych organizacji głównie po to, żeby jako żołnierze walczyć z wrogiem a nie politykować. Nikt nie ma prawa się wymądrzać, że jedni żołnierze lepsi a inni gorsi. Na frontach jedni przeżyli a inni zginęli. To nie wina polskich żołnierzy wszytskich armii II wojny światwowej, z udziałem Polsków, że zachodnie mocarstwa w Jałcie poszły na układ ze Stalinem , co skutkowało przekazaniem Poslki w strefę wpływów ZSRR. Cześć wszytskim żołnierzom , którzy uczciwie walczyli o Polskę i nie szukali wrogów wśród rodaków.
obiektywnie
10:18, 2026-05-09