Straty wojenne były przerażające ok. 14 milionów poległych bądź zmarłych w wyniku odniesionych ran, rannych zostało 34 milionów ludzi, jeńców wziętych do niewoli i zaginionych w czasie działań wojennych 14 milionów. Na naszych terenach działania wojenne rozpoczęły się z chwilą wypowiedzenia wojny przez Austro-Węgry Rosji 6 sierpnia 1914 roku.
Działania wojenne na froncie wschodnim rozpoczęły się 17 sierpnia 1914 roku. I wojna światowa uważana jest za pierwszą nowoczesną wojnę, pierwszy totalny konflikt, w który wciągnięta została również na niespotykaną dotychczas skalę ludność cywilna. Wiele rodzin pozbawionych zostało źródeł utrzymania w wyniku wcielenia do wojska przez zaborców i skierowania na front znacznej ilości mężczyzn, bądź internowanie i wywózka w głąb Rosji. Internowane i zmuszane do wyjazdu były również całe rodziny, które tułały się po Rosji przez cały okres wojennej zawieruchy. Postanowiłem przedstawić zainteresowanym „cyklem historycznym” publikowanym na Portalu biłgoraj.com.pl wspomnienia z tamtego okresu, zostawione przez Hieronima Wąska urodzonego we Frampolu, a zamieszkałego przez większość życia w Biłgoraju.
I wojna światowa
Życie moje na pewno potoczyłoby się inaczej gdyby nie wojna, która wybuchła w sierpniu 1914 roku. Na jakieś 2-3 tygodnie przed jej wybuchem poczęli ludzie mówić, że wojna, która niedawno skończyła się na Bałkanach, na pewno zacznie się w Europie, między Austrią a Niemcami. Zaczęto mówić o jakichś znakach na niebie, jak się później przekonałem większość przepowiedni wzięto z powieści Sienkiewicza, które wówczas w społeczeństwie były bardzo gorliwie czytane. W domu naszym nastrój stawał się posępny, Ojciec przynosił coraz groźniejsze wiadomości. Wreszcie na jakiś tydzień przed wybuchem wojny stało się pewne, że dojdzie do jej wybuchu. Władze miejscowe zarządziły, aby zawartość całego monopolu spirytusowego uległa całkowitemu zniszczeniu i wyobraźcie sobie taki obrazek: zmobilizowano robotników i wyniesiono w skrzyniach kilkanaście tysięcy butelek różnych trunków i poczęto je tłuc w pobliskim rynsztoku, którym płynął alkohol jak woda po ulewnym deszczu. Zapamiętałem, jak w oddali od tej operacji kilku renomowanych pijaków leżało nad rynsztokiem i chlipało zbrudzoną wódę.
W trzy dni po tym fakcie nastąpiła mobilizacja, która objęła i naszego Ojca. Nazajutrz cały Rynek naszego miasteczka został zapchany furmankami, które przyjechały po zmobilizowanych, aby przewieść ich do najbliższej stacji kolejowej, którą była stacja w Rejowcu, dla wcielenia do armii rosyjskiej do walki z Austrią. Odprowadziliśmy Ojca na Rynek, a była nas spora gromadka. Mama z kilku miesięcznym dzieckiem na ręku - Bogunią i z siedmiorgiem dzieci, z których najstarszy Bolesław miał 15 lat. Ojciec był tym wszystkim bardzo wstrząśnięty, zakrył oczy rękoma rzewnie płakał, jakby przeczuwał tragiczne skutki wojny dla nas wszystkich. Wróciliśmy z płaczem do domu, otoczyliśmy Mamę, która stała się dla nas, dla ośmiorga małych dzieci jedyną opiekunką i orędowniczką. Za kilka dni nastąpiło już wypowiedzenie wojny i Rosjanie wzorem Kutuzowa z okresu Wojen z Napoleonem postanowili stosować zasadę „spalonej ziemi”. Zapamiętałem cofających się z nad granicy, która leżała tuż za Tarnogrodem nad rzeczką zwaną „Złotą Nitką” i przymusową ewakuację ludności. Ludność miejscowa chroniła się gdzie tylko mogła, myśmy nie mieli żadnej możliwości ucieczki, podjechał kozak pod nasz dom, uwiązał konia do płotu, wszedł do mieszkania i ujrzawszy matkę otoczoną gromadką dzieci, a także dziadka, który mieszkał w jednym domu razem z nami, trzymając w ręku nahaje krzyknął „Uchaditie”. Mama i dzieci poczęły płakać i prosić, aby nas zostawił, dziadek uklęknął przed nim i prosił o litość, a wtedy kozak całą siła uderzył nahają Dziadka tak, że ten z bólu zawył i podskoczył aż do sufitu.
Kozak z przekleństwem opuścił izbę, ale poszedł na podwórze i znalazł w zagrodzie świnię, która miała się za kilka dni oprosić i przebił ją piką. Usłyszeliśmy przeraźliwy kwik zwierzęcia, co jeszcze bardziej spotęgowało ogrom strachu. Wreszcie Kozak dosiadł konia i odjechał, ale za kilka godzin dowiedzieliśmy się, że nasz cioteczny brat Stanisław Miazga, uczeń 8-mej klasy gimnazjum (siostrzeniec matki Hieronima), który na wezwanie przejeżdżającego obok domu jego rodziców oddziału kozackiego wyniósł koniom wody, wracając do domu ugodzony zastał śmiertelnie kulą.
Tabliczka na grobie Stanisława Miazgi, którego tragiczną śmierć 9 września 1914 roku opisuje Hieronim w swym wspomnieniu z lat dzieciństwa.
Z oddali widziałem setki furmanek chłopskich załadowanych ludźmi i dobytkiem, które ciągnęły do Rosji na wygnanie. Wielu z tych ludzi nie wytrzymało ciężkich warunków ewakuacji i zginęło. Niektórzy wrócili dopiero w okresie międzywojennym. Kozacy opuszczając nasze miasteczko podpalili kilka ulic i wtedy spłonęła nam stodoła, budynki gospodarcze i wszystkie narzędzia.
Nazajutrz Frampol został zajęty przez wojska Austriackie. Ale nim przyszli mieszkańcy przekazywali sobie różne wiadomości na ten temat i jeden z mieszkańców naszej ulicy wiedziony ciekawością wszedł na dach swego domu, aby wypatrzyć wkraczające wojska, nie zdążył jednak zejść jak został otoczony prze oddział grenadierów austriackich i aresztowany pod zarzutem szpiegostwa. Widziałem jak pędzono Go do sztabu w Rynku, przy pomocy postronka przywiązanego do nogi. Od grożącej mu kary śmierci obronił Go miejscowy ksiądz proboszcz, który interweniował u dowódcy oddziału. Upłynęło może 2 lub 3 godziny od tej chwili, jak zaczęły iść wojska różnych formacji: piechota, kawaleria, artyleria, a za nimi nieprzeliczone ilości furmanek, które wiozły amunicję i zaopatrzenie dla wojska.
Żołnierze mówili różnymi językami: niemieckim, czeskim, polskim, węgierskim, słowackim i innymi. Od Mamy dowiedziałem się o strasznej tragedii naszego narodu, że jak Mama mówiła „brat musi walczyć przeciw bratu”. Dowiedziałem się wtedy o rozbiorze Polski przez Rosję, Austrię i Niemców i o powstaniach, a szczególnie o powstaniu 1863 roku, wskazała staruszków pana Piotra Gule i drugiego (był kominiarzem – prawdopodobnie chodzi o Andrzeja Stafisza), którzy byli w powstaniu i których wszyscy szanowali.
Z lewej grób Andrzeja Stafisza z prawej grób żony Piotra Luge, nie ma informacji
o Piotrze Luge, który zmarł po swojej żonie, pozostała po nich córka Zofia Luge, zmarła 24 listopada 1939 roku prawdopodobnie w tym grobie wszyscy troje spoczywają.
Wiadomość o tej bratobójczej walce tak mnie wzruszyła, że gdy pewnego dnia wrócili z patrolu stacjonujący u nas żołnierze Austriaccy – Polacy, zakurzeni i zmęczeni i poprosili abym przyniósł im wody do obmycia, wziąłem się na odwagę i począłem ich prosić, aby nie zabijali mego Ojca. Pamiętam, że byli bardzo wzruszeni moją żałosną, dziecięcą prośbą. Poczęli wypytywać mnie; jak Tatuś wygląda, a gdy im to opowiedziałem przyrzekli mi, że będą uważać, aby Ojca nie skrzywdzić. Wiadomość tę zaniosłem Mamie i nie mogłem zrozumieć wtedy, dlaczego przytuliwszy mnie do siebie tak rzewnie płakała.
Wojsko austriackie przedstawiało mi się wspaniale, szczególnie konnica. Ułani, w których szeregach większość stanowili Polacy przedstawiali się tak jak nasi dawni ułani Księstwa Warszawskiego, dragoni przypominali dawną husarię – tylko nie mieli skrzydeł, piechota zaś miała bardzo niepraktyczne mundury – siwe, które bardzo się uwydatniały na tle zielonych pól i stanowili przez to łatwy cel. Ciężki był żywot piechura, który całe wyposażenie wraz z amunicją musiał dźwigać na własnych plecach. Ogólna waga wyposażenia wynosiła ponad 50 kilogramów, wyglądali na strasznie zmęczonych. W początkach wojny Austriacy mieli dobre zaopatrzenie, każdy żołnierz dostawał zupę, pieczyste i aromatyczną kawę. Rekwirowano tylko krowy, które zabijano na Rynku. Idąc do kościoła doznałem wstrząsu na widok setek połci wiszących na płotach i drgających, jakby jeszcze żywych.
Moje dziecinne oczy widziały wiele strasznych rzeczy. Pewnego ranka zatrzymałem się koło remizy strażackiej (mały Hieronim służył do Mszy św. i idąc z domu przy ulicy Wesołej przechodził przez Rynek, a remiza strażacka usytuowana była w jego północno – zachodniej części) zamienionej na szpital wojskowy i widziałem jak żołnierze austriaccy wynosili zmarłych i wprost rzucali bezładnie do wozu, jeszcze dzisiaj pamiętam odsłoniętą z koszuli rękę zwisającą na skórce, odciętą najprawdopodobniej szablą. Jak się później dowiedziałem zmarłych, bądź poległych żołnierzy grzebano na miejscowym cmentarz? Dziś jeszcze na cmentarzu we Frampolu jest dużo mogił z tych czasów.
Byłem świadkiem bitew Kozaków z Austriakami, pewnego dnia kozacy przerwali pobliski front i rzucili się na obozowiska austriackie rozlokowane na łąkach, wycięli szablami niespodziewających się niczego żołnierzy austriackich. Całe łąki frampolskie były pełne trupów i rozbitych furmanek.
Grób jednego z uczestników walk pomiędzy Austriakami i Rosjanami, który zginął w pierwszych dniach I wojny światowej, był nim Polak oraz kwatera poległych żołnierzy w okolicach Frampola.
Groby poległych żołnierzy w czasie I wojny światowej w bitwie w sierpniu 1914 roku. „Przykra Górka” koło Smorynia.
Cmentarz wojenny przy ulicy Lubelskiej w Biłgoraju z kwaterami tych, ktryz zginęli w czasie I i II wojny światowej.
Okupacja trwała prawie 4 lata. W porównaniu z okupacją niemiecką, jaką przyjdzie nam przeżyć po 20 latach, była w sensie politycznym raczej łagodna, natomiast ekonomicznie była bardzo ciężka. Tak przynajmniej było w naszych stronach, w naszym miasteczku położonym przy ciągach drogowych – strategicznych. Metody wojowania były niemal takie jak za Napoleona. Widziałem jak wojsko austriackie atakowało Rosjan. Były trzy linie atakujących, zadaniem drugiej linii było uzupełnianie szeregów I linii, a zadaniem trzeciej uzupełnianie szeregów drugiej linii. Pamiętam bardzo dramatyczny dzień tej wojny. Całe miasteczko wypełniała kawaleria austriacka, jeden z pododdziałów zatrzymał się przed naszym domem. Było w nim wielu Polaków i jeden z nich zanucił polską piosenkę: „pasałam wołki na Bukowinie”. Prawie w tej samej chwili goniec na spienionym koniu zameldował coś stojącemu w pobliżu oficerowi, który wrzasnął po niemiecku jakiś rozkaz. Wszyscy żołnierze wsiedli na konie i cwałem popędzili do ataku. I właśnie w tym samym niemal czasie nastąpiło całkowite zaćmienie słońca. Była to godzina 12 w południe, chyba sierpień 1914 roku.
Pamiętam, że w oczekiwaniu bitwy, pełni strachu – zebraliśmy się na ganku naszego domu, aż tu nagle rozpoczęło się gwałtowne ściemnianie, tak, że w ciągu kilku sekund nastąpił ciemny zmrok. Naturalnie, że wywołało to wielkie przerażenie, ludzie tracili niemal rozum, widziałem ludzi krzyczących, że to „koniec świata”, ludzie klękali i modlili się oczekując śmierci. W przyrodzie nastąpiła absolutna cisza. Ptactwo, które jeszcze przed chwilą pełne było śpiewu zamilkło, a ryk krów potęgował grozę chwili. Całe zjawisko trwało niecałą godzinę i powoli ciemności zaczęły niknąć i wracał dzień pełen słońca. Ludzie zaczęli „wracać do siebie”, bydło poczęło się uspokajać, a ptactwo chóralnym śpiewem powitało powrót dnia. (Nie wiem, jakie zjawisko miał mały Hieronim na pewno nie było to pełne zaćmienie słońca, ponieważ w tym czasie nie miało miejsca pełne zaćmienie słońca nad terytorium Polski, być może atak wojsk walczących ze sobą poprzedzony był osłoną chemiczną – zadymieniem terenu)
Kilka słów o autorze wspomnień
Hieronim Wąsek urodził się we Frampolu w roku 1905, gdzie spędził swoje dzieciństwo. Szkolnictwo w okresie przed I wojną światową stało na niskim poziomie. Hieronim ukończył szkołę podstawową w 1913 roku. Ojciec widząc postępy w nauce 9 letniego syna i jego zdolności załatwił mu korepetytora, aby mógł przygotować się do egzaminu nauki w gimnazjum w Janowie Lubelskim. Niestety wojna przerwała marzenia małego Hieronima. Ze względu na trudną sytuację rodzinną bardzo szybko musi podjąć pracę. Dalej dokształca się sam zdobywał wiadomości w wyniku samokształcenia. Wykształcenie jak to określa w dokumentach osobowych posiadał „Domowe”, ucząc się po nocach zdobywał wiadomości niezbędne mu w życiu i pracy.
„W 15 –tym roku życia udało mi się dostać do pracy kancelaryjnej w Sądzie”- wspomina Hieronim po latach. Jak wynika z dokumentów nastąpiło to wcześniej, pierwszą pracą podjął, jeszcze, jako 13-letni chłopiec w Sądzie Pokoju we Frampolu od 3 października 1918 roku początkowo, jako praktykant kancelaryjny, a od 5 sierpnia 1921 mianowany zostaje prowizorycznym kancelistą sądu, w którym pracuje do końca 1921 roku(?). Rozporządzeniem Prezesa Sądu Okręgowego w Zamościu z 10 listopada 1921 roku Sąd Pokoju we Frampolu został zlikwidowany.
Pracownicy Sądu Pokoju w Biłgoraju wśród nich Hieronim Wąsek (pierwszy z lewej).
Następnym etapem jego pracy jest Sąd Pokoju w Biłgoraju, w którym pracuje od 1 stycznia 1922 do 16 września 1926, początkowo, jako prowizoryczny kancelista, a następnie w wyniku dyspensy Ministra Sprawiedliwości z 22 stycznia 1925 roku zezwalającej na zamianowanie został w wieku 18 lat sekretarzem Sądu Pokoju w Biłgoraju.
Całe jego życie zawodowe związane było z sądownictwem. Przed przejściem na emeryturę pracował, jako komornik sądowy w Biłgoraju. Żoną Hieronima była profesor Janina Wąskowa, która wychowała wiele pokoleń młodzieży biłgorajskiej ziemi. Zmarł w 1988 roku.
Wspomnienia opracował siostrzeniec Hieronima Wąska, Andrzej Burlewicz.
Zdjęcia aktualne A.B.
j2315:18, 16.08.2010
Szanowny Panie redaktorze !! to nie jest zdjęcie Przykrej Górki !!!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu bilgoraj.com.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Powiat. Pełny program uroczystości majowych
Uczcijmy te święta flagami na balkonach i przy domach.
flagi
09:36, 2026-04-30
Międzynarodowy sukces literacki ucznia ONZ-etu
Gratulacje dla młodego talentu.
LO
09:32, 2026-04-30
Sukces poetki Iwony Danuty Startek z Biłgoraja
Inni też mają pubilikacje w różnych miejscach, nie każdy to podaje do wiadomości publicznej.
M
09:12, 2026-04-30
Świetny występ biegaczek. I LO im. ONZ 5. w kraju
Cyt. "Gratulujemy zawodniczkom oraz ich trenerkom ...", które .... cyt. "Drużynę do zawodów przygotowały" . Oj ! - chyba lekko pod.... wicie trenera tych dziewczyn ze Znicza.
MójNic
23:18, 2026-04-29