- Jestem Polakiem, pochodzę z Biłgoraja - mówił zwykle Stefan Knapp, gdy z racji długiego zamieszkania w Londynie brano go za Anglika. W tym roku mija dziesiąta rocznica jego śmierci.
W październiku 1996 r. tysiące ludzi żegnało go na londyńskim cmentarzu. Zmarł nagle w wieku 75 lat. Jeszcze w sierpniu podróżował po Polsce. Pokazał żonie – Angielce i synom swój ojczysty kraj, i odwiedził rodzinę w Biłgoraju.
Stefan Knapp, wybitny artysta plastyk, pozostawił po sobie dzieła w wielu galeriach i w prywatnych kolekcjach koneserów sztuki. Jego prace malarstwa ściennego zdobią m.in. siedzibę ONZ w Genewie, londyńskie lotnisko „ Hethrow”, budynki w Nowym Jorku, w tym czterdziestopiętrowy gmach z brązu, gdzie sztuka Knappa razem z malarstwem Pablo Picasso stwarzają nadzwyczajne wrażenie. Dziełem Knappa są też olbrzymie obrazy ścienne w Oxfordzie, Paryżu, w synagodze w Ontario, „Lod” w Izraelu, w Nebrasce, w Indiach, Niemczech, Japonii i w wielu innych miejscach na świecie. W Polsce artysta uczcił swoim malarstwem jubileusz kopernikowski w gmachu rektoratu w Toruniu i w Planetarium w Olsztynie, gdzie namalował wizje kosmosu. Jego obraz zdobi też LO im. ONZ w Biłgoraju. W 1983 r. podczas spotkania w Watykanie podarował obraz Janowi Pawłowi II. Podobne dzieło przekazał Katolickiemu Uniwersytetowi Lubelskiemu. Wykonał płyty dekoracyjne dla stacji warszawskiego metra i pomnik na Polach Mokotowskich w Warszawie (upamiętniający zasługi lotników polskich i alianckich w zwycięstwie nad III Rzeszą Niemiecką).
Pochodził ze znanej biłgorajskiej rodziny Knapów. Jego dziadek był właścicielem kilku domów czynszowych. Pierwsze obrazy przyszły artysta malował już w latach dzieciństwa. Zachowały się w prywatnych zbiorach jego starszego brata Zygmunta. Na jednym z nich jest rzeka Łada, a drugi na tle lasu przedstawia starą chatę pokrytą strzechą.
- Inspiracją dla Stefana było wszystko co go otaczało, co wzbudzało jego zainteresowanie – opowiadał Zygmunt Knap ( wkrótce po śmierci Stefana) . - Starą chatę brat zobaczył w Bidaczowie pod Biłgorajem, kiedy wybraliśmy się do lasu na grzyby. Po powrocie namalował zapamiętany pejzaż z chatą – zwykłymi olejnymi farbami, którymi dziadek odnawiał mieszkania. Stefan urodził się z talentem plastycznym. Już jako mały brzdąc upalonym końcem zapałki rysował na białych kafelkach pieca podobizny naszych gości. Z łatwością przenosił na karton wszystko, ludzi, zwierzęta, przyrodę, przedmioty i swoje wydumane wizje.
Ze Wschodu na Zachód
Kilkunastoletni Stefan przed II wojną światową rozpoczął naukę w Szkole Technicznej we Lwowie i kontynuował ją również po zajęciu tego miasta przez ZSRR.
- Zostawił w Biłgoraju swoją pierwszą dziewczynę – wielką młodzieńczą miłość. Kiedyś przyjechał z Lwowa na kilka dni, aby się z nią spotkać. Ze śliczną, czarnooką Barbarą- wspominał brat artysty.- Powrót do Lwowa okazał się niełatwy. Po drodze, za Sieniawą pobili go Ukraińcy i nakazali wracać do Biłgoraja. Wrócił więc, ale niedługo po tym zajściu znowu wyruszył do Lwowa.
W drodze powrotnej został schwytany przez Sowietów i osadzony w więzieniu w Rawie Ruskiej. Potem przebywał w areszcie przy ul. Kazimierzowskiej w Lwowie ( na tzw. Brygidkach), skąd został przewieziony do Chersonia nad Morzem Czarnym. W tamtym czasie nasilały się represje wobec polskiej inteligencji. Postawiono go przed sądem. Później o tym opowiadał rodzinie:- Sądzili mnie mężczyzna i kobieta. Na początek częstowali papierosem. Odmówiłem, wyjaśniając, że nie palę. – „Nie podoba ci się radziecki papieros?!”- wrzasnęła „sędzina” i skazali mnie na 5 lat gułagu.
Ten wyrok zapadł w sierpniu 1940 r. Po kilku dniach nakazano skazańcom, aby czołgali się na kolanach od więzienia do stacji kolejowej. Stamtąd wywieziono ich na Syberię i zapędzono do niewolniczych robót w pobliżu Archangielska nad Morzem Białym. Głód, katorżnicza praca, brutalne traktowanie, były tam codziennością.
Stefana wciąż nurtowała pasja artystyczna. W tamtych warunkach nie mógł jej realizować. Pewnego razu zrobił z odpadów karty do gry, a z chleba szachy, za co został surowo ukarany. Kiedyś Stefan wyrzeźbił koledze z celi fajkę, z jego wierną podobizną. Zobaczył to naczelnik obozu i zachwycił się rzeźbą. -To arcydzieło - powiedział po rosyjsku i na pewien czas zabrał Stefana z gułagu do swojego domu. Tam więzień na polecenie gospodarza malował, rysował i rzeźbił podobizny naczelnika, jego rodziny i znajomych.
Położenie Stefana i jego obozowych kolegów zmieniło się dopiero w wyniku układu Sikorski-Majski (zawartego 30 lipca 1941 r. między Polską a ZSRR), który miał na celu wspólną walkę z III Rzeszą. W ramach tego porozumienia władze sowieckie objęły amnestią obywateli polskich pozbawionych wolności na terenach ZSRR. Wówczas Stefan Knap wstąpił do wojska polskiego formującego się w Związku Radzieckim - jako Armia Andersa. Zapragnął być lotnikiem, więc po specjalnych testach został przewieziony do Wielkiej Brytanii, gdzie wkrótce rozpoczął szkolenie. Po ukończeniu kursu został skierowany do 318 Dywizjonu Myśliwsko-Rozpoznawczego „Gdańskiego”, który namierzał cele i po akcji badał skuteczność nalotów. W tej jednostce Stefan Knap pełnił służbę aż do końca wojny.
Władysław Nycz, jego kolega z Dywizjonu 318, w swojej książce pt. „Powietrzny zwiad” napisał o Knapie: „Ten szczupły, przystojny, o delikatnych rysach chłopiec, miał dwa marzenia: zostać pilotem myśliwskim i artystą malarzem. Dostał się do dywizjonu rozpoznawczego i jego pasji artystycznej nic nie mogło przeszkodzić. Godził to ze służbą i rozwijał swój talent. Zapamiętale rysował, a modelami byliśmy my, koledzy”.
Książka Władysława Nycza zawiera liczne ilustracje autorstwa Knapa, który narysował portrety kolegów całego Dywizjonu 318.
Po zakończeniu wojny Stefan Knap pozostał na emigracji w Wielkiej Brytanii. Jako zasłużony oficer RAF-u został odznaczony Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari, przyznano mu też Krzyż Walecznych, a w 1975 r. otrzymał krzyż nazywany w Anglii „King of the Cros Polonia Restituta”.
Czas wojny, szczególnie przeżycia na Syberii, w sowieckich łagrach opisał w książce wydanej w 1956 r. w języku angielskim pt. „The Sqare Sun”, która w Polsce ukazała w 1987 r. w podziemnym wydaniu, pt. „Kwadratowe Słońce”. Traumatyczne akcenty pojawiały się przez wiele lat również w malarstwie artysty.
Na szczytach sławy
Po wojnie, Stefan Knap z racji statusu zasłużonego oficera RAF-u otrzymywał stypendium, które umożliwiło mu studiowanie, o czym od dawna marzył. Najpierw rozpoczął edukację artystyczną w Centralnej Szkole Sztuk i Rzemiosł w Londynie, a dwa lata później podjął również naukę w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych przy Uniwersytecie Londyńskim, gdzie uczył się malarstwa. W tamtym okresie dopisał dodatkowe „p” do swojego nazwiska, zmieniając je na Knapp.
W 1947 r. jeszcze jako student, wystawił kilkadziesiąt swoich prac przedstawiających tragizm wojennych przeżyć. Ogromny sukces i sławę przyniosła mu wystawa w Londynie, w 1954 r. Zaprezentował wtedy indywidualny styl twórczy i nowatorską technikę w malarstwie. To jest przełom w sztuce światowej – ocenili znawcy. Były to prace wykonane z lekkiej stali, w którą zostało wtopione szkło w specjalnych piecach, w temperaturze 2 tys. stopni Celsjusza. Dominowały ostre, nasycone barwy obrazów o abstrakcyjnej treści, z pogranicza egzotyki. Artysta od dawna był zafascynowany tajnikami sztuki Wschodu. Zachwycały go misternie wykonane brosze z emalii i śmiała kolorystyka. Wtedy zaświtała mu w głowie myśl, żeby dopracować się odpowiedniej techniki i zacząć wykonywać nowoczesne prace artystyczne w emalii na lekkim metalu.
Awangardowe dzieła Knappa o niezwykłych walorach estetycznych, dekoracyjnych wzbudzały zachwyt nie tylko wśród koneserów sztuki. Znany krytyk sztuki Patrick Furse w piśmie „ The Guaerdien” napisał: „ Polski pilot RAF-u – słynnym malarzem. Jego prace jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znalazły się we wszystkich znakomitych galeriach świata”.
Inny krytyk i filozof John Russel na łamach „Sunday Times” w artykule pt. „Wyzwolenie koloru” – zachwycał się odważnymi zestawieniami barw w twórczości Knappa i trwałością obrazów, które można było eksponować nawet na zewnętrznych elementach architektury. Dzięki specjalnej technice odporne były na zmienne warunki atmosferyczne.
Artysta wykonał olbrzymich rozmiarów obrazy ścienne na wielu reprezentacyjnych gmachach wzniesionych przez wybitnych architektów. O prace Knappa zabiegały znane galerie i domy wystawiennicze. Jego dzieła – kolorowe emalie na blasze – rozpoznać można w różnych zakątkach kuli ziemskiej.
Paryż, Mediolan, Nowy Jork, Caracas, Amsterdam – to były pierwsze powojenne podróże artysty. Na początku lat sześćdziesiątych wojażował po Ameryce Południowej, gdzie zafascynowała go kultura Inków. Stanowiła kolejną inspirację twórczą. Powstały wówczas oryginalne, kolorowe formy ze szkła.
Artysta kiedyś zaprzyjaźnił się z Żydem wywodzącym się z Hrubieszowa, który na stałe osiadł w Monachium. Pod jego wpływem Knapp przez pewien czas zajmował się projektowaniem elementów zdobniczych dla żydowskich synagog. W dzieciństwie miał w Biłgoraju wielu kolegów żydowskiej narodowości. Utkwiły mu w pamięci charakterystyczne macewy na biłgorajskim kirkucie i symbolika żydowskich domów modlitwy, co okazało się bardzo przydatne w pracy twórczej.
Do Polski, po raz pierwszy po wojnie Stefan Knapp przyjechał w 1962 r. Podarował wtedy bratu Zygmuntowi m.in. dwa obrazy. Jeden z nich, ogromny na czerwonym tle, przedstawia jakby eskadrę samolotów. W prezencie ślubnym dla starszego brata namalował specjalny obraz.
Od tamtej pory artysta coraz częściej odwiedzał Polskę i swoich bliskich. Bywał krótko, ale czasem nawet po dwa razy w roku. Kiedy odwiedzał rodzinę, cieszyły go zdolności plastyczne Mariusza Całka (wnuka brata Zygmunta), który postanowił kształcić się w szkole plastycznej.
Dużo wcześniej, zanim zaczął przyjeżdżać do rodzinnego kraju, w 1958 r. Stefan zaprosił do siebie, do Anglii brata i matkę.
- Pokazał nam Londyn, tamtejsze zwyczaje, trochę zdystansowanych, ale bardzo kulturalnych i życzliwych Anglików. Z zapałem nam opowiadał o swoich zamierzeniach artystycznych - tak wspominał ten wyjazd Zygmunt Knap.
W 1973 r. Stefan Knapp (do tej pory jako jedyny Polak) otrzymał prestiżową nagrodę brytyjskiej fundacji im. Winstona Churchilla. Otrzymują ją ci, którzy wnieśli największy wkład w rozwój określonej dziedziny.
Z okazji wystawy w 1974 r. w warszawskiej „Zachęcie”- obrazów, rzeźb i tkanin artystycznych Knappa, wydano katalog jego twórczości. Rok później artysta został uhonorowany Krzyżem Komandorskim Odrodzenia Polski.
Stefan Knapp pozostawił po sobie ogromny dorobek twórczy, czym rozsławiał także rodzinny kraj. Zawsze przyznawał się do polskości.
- Stefan miał zawsze tyle planów. Pamiętam jak bardzo chciał ozdobić jeszcze wiele miejsc w Polsce i za granicą. Mówił o tym podczas naszego ostatniego spotkania. Niestety nie wszystko zdążył. Gromadzę pamiątki po nim. Poza obrazami i innymi przedmiotami, zachowałem niesprawny już, ponad 30-letni volkswagen garbus, podarowany kiedyś przez brata naszej rodzinie, podczas jego pierwszej powojennej wizyty w Polsce. Stefan był cichym, skromnym człowiekiem i mimo wielkiej sławy takim pozostał – mówił ze wzruszeniem Zygmunt Knap w listopadzie 1996 r., niedługo po śmierci artysty.
Włodarze Biłgoraja jedną z ulic nazwali im. Stefana Knappa.
Halina Ewa Olszewska
(Biłgorajskie Towarzystwo Literackie)
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu bilgoraj.com.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Zielona rewolucja w Biłgoraju: Ponad 10 mln zł na parki
Żadne bo 90% kasy z KPO poszło na obsługę zadłużenia a resztę na jachty , swingersów czy farfocle. Uśmiechnięta Polska swój po swoje dla swoich 😁
Luki
10:00, 2026-04-05
Policja startuje z wielką akcją. Co sprawdzą?
Tylko w ukropolin stoją na drogach komornicy
ok
08:37, 2026-04-05
Zielona rewolucja w Biłgoraju: Ponad 10 mln zł na parki
Ile fabryk powstało w Biłgoraju za kasę z KPO?
gdzie fabryki
08:34, 2026-04-05
„Ujrzał i uwierzył” - Niedziela Zmartwychwstania (FOTO)
Proponuję żeby ci co mają czytać Pismo Święte wcześniej poćwiczyli bo dukają tak że nic nie można zrozumieć , dzieci w 1 klasie lepiej czytają , wstyd
Do nauki
08:31, 2026-04-05