Strona startowa

Wiadomości - Aktualności

Wystąpienie Piotra Flora o genezie, przebiegu i skutkach niemieckiego mordu partyzantów w Rapach

Dodał: red Data: 2017-07-05 12:50:59 (czytane: 3724)

Zaledwie tydzień temu obchodziliśmy uroczyście 73. rocznicę największej bitwy partyzanckiej, jaka odbyła się na ziemiach Polski, z regularną armią niemiecką składając wieńce na grobach poległych pod Osuchami, aby dzisiaj oddać hołd tym, którzy przeżywszy tę nierówną walkę, po dostaniu się do niewoli, zostali zamordowani w Rapach.

JP BUDOWNICTWO
www.jpbudownictwo.pl,termo-modernizacja, doceplanie biłgoraj, malowanie, tynkowanie, remonty, renowacje, ocieplanie, adaptacja, adaptacja poddasza, adaptacja piwnc, tynkowanie biłgoraj, malowanie biłgoraj, adaptacja biłgoraj, remont biłgoraj

ul. E Orzeszkowej 25. 23-400, Biłgoraj

Kancelaria Doradztwa Podatkowego BIURGAW Jan Gawda
www.biurgaw.ns24.net,Biuro rachunkowe, Jan Gawda, Biurgaw, rozliczenia, księgi podatkowe, biłgoraj, księgowy, księgowy biłgoraj,

Ul. Komorowskiego 3 /pokój 113 i 115/ I piętro. 23-400, Biłgoraj



Za chwilę rozpocznie się inscenizacja owego wstrząsającego wydarzenia, mającego miejsce rankiem 4 lipca 1944 roku, odtworzona przez Grupę Rekonstrukcji Historycznej im. por. „Wira”, po czym udamy się na Mszę św. w intencji naszych tragicznie zmarłych bohaterów, a dopiero po jej zakończeniu, uczcimy poprzez drugą inscenizację ich bestialski mord na Rapach. Posłuchajmy teraz przez chwilę, dlaczego oraz w jaki sposób doszło do tej smutnej okoliczności, a także kim dokładnie byli więźniowie, opuszczający wspomnianego dnia powyższy gmach, cieszący się za okupacji tak przerażającą sławą, i to zaledwie na trzy tygodnie przed wyzwoleniem miasta.

Po kompletnie nieudanej akcji przeciw partyzanckiej pod kryptonimem „Meigewitter”, tzn. „Majowa Burza”, przeprowadzonej w maju 1944 roku na tyłach frontu wschodniego, mającej przywrócić Niemcom kontrolę nad Lubelszczyzną (m.in. w lasach parczewskich i lipskich), okupant podjął natychmiastowe przygotowania do znacznie większej operacji militarnej, obejmującej tym razem lasy janowskie oraz Puszczy Solskiej, wraz z budzącym wśród nich postrach terenem powiatu biłgorajskiego, którego centrum nazywali pogardliwie „Banditenstadt”, tj. „Miasto Partyzantów”, jak również sąsiednią Zamojszczyznę. Chodziło mu w pierwszym rzędzie o zniszczenie znacznych sił partyzantki radzieckiej, przerzuconej tutaj potajemnie przez Moskwę, w celu dezorganizowania komunikacji i ciągłej dywersji na zapleczu armii niemieckiej oraz tak samo groźnych i dobrze zorganizowanych polskich oddziałów Armii Krajowej, czy też Batalionów Chłopskich.

Do tych działań bojowych zostało skierowanych aż kilka wrogich dywizji piechoty, ponadto korpus kawalerii kałmuckiej, a także jednostki żandarmerii i ochrony, wspierane dodatkowo artylerią i lotnictwem, w sile co najmniej 25 000 ludzi. (Mówi się nawet o 30 000 żołnierzy frontowych). Walki zbrojne pod kryptonimem „Sturmwind I”, tzn. „Wicher I”, rozpoczęły się w dniu 9 czerwca 1944 roku, z chwilą gdy wojska niemieckie podeszły z kilku stron do skraju lasów lipskich i janowskich, z zamiarem ostatecznego uderzenia na oddziały leśne dwa dni później. Ale okrążeni partyzanci (w większości ludowi oraz radzieccy), razem z oddziałami Batalionów Chłopskich por. Juliana Kaczmarczyka „Lipy” i Narodowej Organizacji Wojskowej, podporządkowanej AK „Ojca Jana” – mjr Franciszka Przysiężniaka, dowodzonym pod jego nieobecność przez tamtejszego nadleśniczego ppor. rez. Bolesława Usowa ps. „Konar”, (uwolnionego, a raczej odbitego we wrześniu 1943 z biłgorajskiego więzienia), unikając otwartej walki z 10-ciokrotnie silniejszym wrogiem, po kilku potyczkach opóźniających posuwanie się Niemców w głąb zmyślnie zaminowanego kompleksu leśnego, zaczęli powoli wycofywać się w kierunku południowo - wschodnim, czyli lasów Puszczy Solskiej. Jednak starcie było nieuniknione, dlatego zaplanowali wspólną obronę, a po znalezieniu luki, także skomasowane uderzenie i wyjście z kotła.

mord_partyzantow_na_rapach.JPG


Do pierwszej wielkiej bitwy partyzanckiej, zwanej też bitwą na Porytowym Wzgórzu, narzuconej sprytnie przez polsko-radzieckie zgrupowanie, doszło nad rzeką Branwią w dniach 13 - 14 czerwca, podczas której dzięki bohaterstwu okrążonych poległo przynajmniej 500 żołnierzy niemieckich, a ponad 1250 zostało rannych, przy łącznie 234 zabitych, rannych lub zaginionych polskich oraz sowieckich partyzantach. Późnym wieczorem, (a w zasadzie nocą, tzn. już 15 czerwca, gdyż ostatni, zresztą nieudany jak wszystkie inne szturm, Niemcy przypuścili poprzedniego dnia jeszcze o 22:30), niemal wszystkie oddziały, z pomocą przewodników m.in. Antoniego Nowosada ps. „Murzyn” z oddziału NOW - AK „Ojca Jana” wyszły z okrążenia, budząc wściekłość wroga. Ten w odwecie ujętych po bitwie zabłąkanych partyzantów, wraz z ludnością cywilną, zbiegłą przed przeprowadzoną w tym samym czasie pacyfikacją gminy Huta Krzeszowska do lasu, dosłownie popędził do prowizorycznego obozu jenieckiego w Harasiukach. Tam rozstrzelano wkrótce ok. 40 żołnierzy polskich i radzieckich oraz 60 osób cywilnych, a tych którzy cudem pozostali przy życiu, powiązanych sznurami lub drutami, bez wody czy pożywienia, bijąc ich po drodze nahajkami, zapędzono z pozostałymi więźniami, w tym z kobietami i dziećmi, aż do obozu przejściowego oraz więzienia Gestapo w Biłgoraju.

Było to zgodne z rozkazem szefa sztabu niemieckiego w Generalnej Guberni (z 11 czerwca 1944 roku), który brzmiał: „Nie nakładać na wojsko żadnych ograniczeń w walce z bandytami. Jeśli tego będzie wymagać wykonanie zadań należy odrzucić wszelkie względy wobec kobiet i dzieci”. Podobnie dowódca SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie (Wilhelm Koppe) dodał do tego, iż: „Kobiety i dzieci z terenu akcji „Wicher I” należy wywieźć do Rzeszy, zaś mężczyzn od 16 do 60 roku życia wytępić, a wsie spalić, ponieważ są i będą ośrodkami bandytyzmu”. Chociaż niemal całe zgrupowanie partyzanckie wydostało się z tego kotła nie obyło się wcale bez strat wśród żołnierzy 9 pp AK Ziemi Zamojskiej, głównie z Rejonu Krzeszów. Nieszczęśliwym trafem w ręce Kałmuków już 11 czerwca, czyli na początku akcji, dostał się bowiem cały kurs Młodszych Dowódców Piechoty mjr. Biedzińskiego ps. „Żbik”, w liczbie 16 osób, zorganizowany w okolicach Huty Krzeszowskiej przy oddziale AK por. Bolesława Ostrowskiego „Lancy”, który akurat wycofał się stąd tuż przed zaciśnięciem pierścienia okrążenia. Nierozformowany w porę, wskutek niezdecydowania dowódców, zaraz po nadaniu jego uczestnikom stopnia kaprala, pozostał na miejscu aż do rozpoczęcia tej pierwszej niemieckiej akcji przeciw partyzanckiej. Słabo uzbrojony, w dodatku bez amunicji, zupełnie niegotowy do takiej walki, próbował w jednym z chłopskich schronów koło wsi Gózd Huciański przeczekać tę nawałę, nie widząc innej szansy przeżycia, oczywiście zakopawszy uprzednio swoją broń. Na ich trop naprowadziła zupełnie przypadkowo jakaś dziewczyna uciekająca z pobliskiej wsi przed zdziczałymi Kałmukami. Z tej grupy aż 15 osób, razem z Wandą Wasilewską ps. „Wacek”, przewieziono pod silną eskortą po przesłuchaniu w Harasiukach do więzienia Gestapo w Biłgoraju, gdzie mimo nadziei odbicia, okrutnie torturowane mogły czeka tylko na śmierć (wiele z nich miało od 18 do 22 lat i pochodziło z kilku większych lub mniejszych miejscowości wokół Krzeszowa). Najwięcej z nich była dręczona Wanda Wasilewska, ponieważ gestapowcy liczyli, że jako kobietę, złamią ją łatwo. Tymczasem ona nie zdradziła nikogo do końca, a skokiem z pierwszego piętra tego budynku chciała nawet popełnić samobójstwo, by tylko nie złamać przysięgi, co częściowo jej się udało, gdyż nie odzyskała już świadomości aż do śmierci.

Jeśli chodzi o innych więźniów, jak np. Zbigniewa Sobieszczańskiego ps. „Piorun” Niemcy przekazali tego odważnego człowieka po kilku dniach oprawcom z Zamościa, którzy 20 lipca 1944 roku także pozbawili go życia. Z powyższych kursantów zdołał szczęśliwie zbiec z niewoli jedynie Zbigniew Laszko z Biłgoraja (wcześniej z Frampola), ps. „Leszek”, należący do sekcji łączników Komendy Obwodu Biłgorajskiego AK. Ale i tak stanowili oni aż jedną czwartą tutejszych skazańców, którzy od swej promocji na stopnie podoficerskie nie mogli niestety oddać już nawet strzału w kierunku znienawidzonego wroga. Oprócz nich został aresztowany wkrótce także ks. Jan Klukaczyński z Momot Górnych, rektor miejscowego kościółka, a przy tym kapelan AK w latach 1943 - 1944, rodem z Koła niedaleko Poznania, którego wojna zaprowadziła w końcu w te strony. Mimo iż był obecny przy składaniu przez nich przysięgi wojskowej, jako celebrans Mszy św., został skazany na śmierć głównie na podstawie zdjęcia, jakie przez przypadek dostało się w ręce Gestapo. A przedstawiało ono pogrzeb jakiegoś partyzanta, odprawiany przez tego duchownego w lesie, aczkolwiek niedaleko od jego kościoła. (Miał wówczas 37 lat, z czego 10 przeżytych w kapłaństwie). Kolejni aresztanci trafili tutaj równie nieszczęśliwie, bo pierwszy wprost ze szpitala biłgorajskiego (Czesław Wasilewski), drugi zaś bezpośrednio ze swojej wsi Ciosmy (Jan Jachosz), a jeden siedział nawet w tym więzieniu już od lutego (Michał Kotulski). Nie udowodniono mu winy, ale i tak został skazany na śmierć, tyle że nie „za przynależność do partyzantki”, a „za sprzyjanie partyzantom”.

Reklama.

Ponieważ akcja Wicher I nie przyniosła rezultatu, w celu rozbicia jeszcze silniejszego zgrupowania partyzanckiego w lasach Puszczy Solskiej, okupant tymi samymi siłami przystąpił już 21 czerwca do kolejnych działań zbrojnych przeciw oddziałom leśnym, określanych jako „Sturmwind II”, czyli „Wicher II”. Tym razem w pierścieniu okrążenia znalazło się wiele oddziałów 9 pp AK Ziemi Zamojskiej, tj. por. Józefa Steglińskiego „Corda”, ppor. Jana Kryka „Topoli”, por. Konrada Bartoszewskiego „Wira” oraz pluton pchor. Ryszarda Siwińskiego „Korczaka”, a także Kompania Sztabowa Inspektoratu Zamojskiego por. Adama Haniewicza „Woyny”, Obsługa Szpitala Leśnego 665 i kilka oddziałów Batalionów Chłopskich, w tym mjr Stanisława Basaja „Rysia” pod dowództwem plut. Antoniego Warchała „Szczerby”, plut. Jana Kędry „Błyskawicy”, plut. Antoniego Wróbla „Burzy”, plut. Józefa Mazura „Skrzypika”, ponadto partyzanci ludowi i radzieccy. Chcąc uniknąć strat wśród ludności cywilnej, czego efektem była niestety pierwsza wielka akcja zbrojna, dowództwo tego zgrupowania z osobie mjr Edwarda Markiewicza ps. „Kalina”, po fiasku rozmów z Sowietami i ludowcami, postanowiło cofać się przez kilka dni w głąb puszczańskich lasów, by tam w niedostępnych uroczyskach przeczekać możliwie tę okrutną obławę.

Niestety taktyka ta nie ocaliła wcale okolicznego społeczeństwa, a co do okrążonych doprowadziła ostatecznie do narzucenia im przez zdeterminowanych Niemców walki w najmniej dogodnym dla partyzantów miejscu, czyli nad Sopotem pod Osuchami, wskutek czego 25 czerwca 1944 roku poległo tam aż kilkuset żołnierzy AK i BCh, wraz z ich dzielnymi dowódcami (mówi się nawet o 650 zabitych), a wielu żołnierzy w ciągu trzech następnych dni, (po dokładnym przeczesaniu całego terenu), dostało się do straszliwej niewoli. Ujętych po bitwie konwojowano bowiem najpierw do placówek Gestapo w Borowcu i Osuchach, gdzie metodami powszechnie stosowanymi wobec więźniów poddawano ich wstępnym przesłuchaniom, niektórych od razu zabijano, a innych zmaltretowanych sprzączkami skórzanych pasów wojskowych, czy metalowymi pałkami wystawiano nago na pośmiewisko lub dręczono na inne sposoby, w tym wieszaniem za kończyny na drzewach. Tych, którzy to przetrzymali, zapędzono potem boso, by w ten sposób dodatkowo ranili sobie stopy, do obozu w Tarnogrodzie. Kto ustawał w tej drodze, natychmiast ginął. Dopiero po wspomnianych męczarniach skierowano ich następnie do Biłgoraja, do którego docierali bardzo często także na własnych nogach tzw. „Drogą Śmierci”. Do więzienia, przed którym obecnie stoimy, z osób, jakie przeżyły to piekło, dostało się po drugiej akcji przeciw partyzanckiej co najmniej 8-miu żołnierzy ppor. „Corda”, dwóch z I Kompanii Sztabowej Inspektoratu Zamojskiego AK por. „Woyny”, 7-miu z oddziału „Topoli”, jeden z Kursu Młodszych Dowódców Piechoty por. „Wira”, tak samo z oddziału BCh „Rysia”, 5-ciu z oddziału BCh „Błyskawicy” i 3 z oddziału BCh „Burzy” oraz przynajmniej kilkunastu o nieustalonej dotąd przynależności. Wielu z nich miało poniżej 25 lat. Pochodzili zarówno z Babic, Borowca, Łukowej, Osuch, Rudy Różanieckiej, Różańca, Zamchu, Aleksandrowa i Józefowa, jak też z Biłgoraja, Biszczy, Dąbrowicy, Frampola, Puszczy Solskiej, Rap, Soli, Tereszpola oraz Woli. Razem z ujętymi wcześniej partyzantami zostali wszyscy skazani na karę śmierci, ale zanim do niej doszło musieli wycierpieć jeszcze wiele tortur. Najgorsze czekały na nich dopiero na Rapach.

Wyprowadzenie więźniów z piwnic biłgorajskiego Gestapo, będące wraz z egzekucją ostatnim epizodem wielkiej akcji zbrojnej „Wicher II”, przeprowadzono o świcie we wtorek 4 lipca 1944 roku. Niemcy celowo wybrali tę porę, aby nie było żadnych świadków zaplanowanej zbrodni, warto więc wiedzieć, że tego dnia słońce wzeszło już o godzinie 4:19. Po odczytaniu sentencji wyroku pijani oprawcy podzielili najpierw bitych wielokrotnie do nieprzytomności na dwie grupy po ok. 30 osób, związawszy ich drutem telefonicznym w piątki, wcześniej krępując każdemu z osobna nadgarstki, po czym załadowali na samochód jedną turę, a następnie drugą i tak pod silną eskortą wywieźli obie do lasu odległego o 2,5 km od Biłgoraja, w pobliże miejsca, gdzie jak się później okazało, została zamordowana nieprzytomna Wanda Wasilewska ps. „Wacek” oraz czterech innych partyzantów, ujętych jeszcze nad Branwią, których tam na tydzień przed nimi potajemnie rozstrzelano.

Okupantowi zależało na tym, by nikt nie dowiedział się o ich dalszym losie, a zwłaszcza o miejscu pochówku, które miało ukryć tę straszliwą zbrodnię. Co więcej, liczył nawet na to, że również pamięć o nich, wraz z tymi dwiema mogiłami, przepadnie już na zawsze. Ale ten mord wojenny musiał wyjść w końcu na jaw, gdyż nie podobna, by tak zbrodniczy akt został ukryty przed całym światem, chociaż Niemcy poinformowali potem o fakcie rozstrzelania więźniów pod wspomnianą datą wieloma dwujęzycznymi afiszami. Tyle, że nie do końca przedstawiały one stan faktyczny, bo do dzisiaj nie można ustalić dokładnie, ile właściwie osób tego dnia zginęło, a ile wcześniej i jak to się naprawdę dla nich odbyło. Z pewnością miały one służyć bardziej zastraszeniu ludności oraz zadać jeszcze więcej bólu bliskim ofiar, niż cokolwiek wyjaśnić. Dlatego trzeba było wtedy jakiegoś cudu i… on się wydarzył, ponieważ jak tylko ruszył samochód, jeden z więźniów skrepowanych drutem, nagle się uwolnił, pomógł zrobić to kolejnemu, a ten następnemu, aż rozwiązano ręce ośmiu skazanym. Lecz tylko trzech z nich zdecydowało się na natychmiastową ucieczkę, budząc zrozumiałe przerażenie wśród pozostałych towarzyszy niedoli z tej samej grupy (tzn. Jana Dzido ps. Jaskółka” i Józefa Kantego ps. „Nowy”), oraz innych uwięzionych.

Nie przypadkiem jest tutaj dzisiaj z nami pan Jerzy Nizio. Nie tylko ze względu na swego ojca oraz stryjów, walczących w oddziale „Corda”, bowiem w inscenizacji, którą za chwilę obejrzymy będzie przedstawiona owa „rejterada” z transportu na miejsce egzekucji. Tak się właśnie składa, że dokonała się ona na wysokości obecnej posesji pana Jerzego, wtedy jeszcze pustego pola między Biłgorajem, a Rapami. Wracając do więźniów, dwóch z nich, tj. Piotr Karczmarczyk ps. „Olcha” z oddziału „Topoli” i Jerzy Dzieduszko, ps. „Zając” z Kursu Młodszych Dowódców Piechoty por. „Wira”, rodem z Rawy Ruskiej, podążających za inicjatorem tego przedsięwzięcia niestety zaraz zginęło, mimo przebiegnięcia sporej odległości, oczywiście z dala od siebie, jeden z rąk przypadkowo napotkanych żołnierzy niemieckich, drugi wskutek szybkiej reakcji konwojujących ich strażników, strzelających do nich seriami. Ale za to udało się zbiec pierwszemu z nich - Zygmuntowi Hanasowi ps. „Wilczur” z Kompanii Sztabowej Inspektoratu Zamojskiego por. „Woyny”, postrzelonemu wtedy w bok, za którym rzecz jasna ruszył pościg. Ta śmiała ucieczka zaowocowała później ustaleniem kierunku poszukiwań ciał zamordowanych tu partyzantów. Nie pomogło w tym okupantowi zabranie zwłok zabitych więźniów, które gestapowcy przyciągnęli na to miejsce kaźni samochodem, w sposób urągający ludzkiej godności, bo za nogi, tak jak się postępuje z upolowanymi zwierzętami. Na nic zdało się także staranne zamaskowanie przez niego grobu młodymi sosenkami i wrzosowiskiem po tej bezlitosnej, niczym nieusprawiedliwionej zbrodni.

Albowiem bliscy zamordowanych szukali wytrwale już od dnia wyzwolenia ich ciał. Zwłaszcza rodzina Wandy Wasilewskiej z domu Brzyskiej. To ona też z grupą innych osób odkryła po długich poszukiwaniach ową zmyślnie ukrytą mogiłę. Jak wielkiego okrucieństwa dopuścili się Niemcy wobec bezbronnych żołnierzy 9 pp AK Ziemi Zamojskiej w ostatnich chwilach ich życia, a także jakich niewyobrażalnych cierpień doznali ci drudzy, możemy się dowiedzieć dzisiaj z protokołu ekshumacyjnego Komisji Sądowo - Lekarskiej z 2 sierpnia 1944 roku, sporządzonej w obecności biegłego lekarza biłgorajskiego dr Ignacego Lesiuka, protokolanta Jana Malawskiego i sędziego Sądu Grodzkiego Józefa Rutkowskiego. Według tego dokumentu, stanowiącego dowód procesowy zbrodni hitlerowskich na ludności Powiatu Biłgorajskiego, po otwarciu zbiorowego grobu stwierdzono, iż więźniowie tuż przed śmiercią zostali jeszcze raz dotkliwie pobici po całym ciele, prawdopodobnie kolbami karabinów lub też za pomocą kopnięć butami żołnierskimi. W wielu przypadkach mieli połamane szczęki dolne i górne lub w ogóle zmiażdżoną twarz, niemal jedna trzecia z nich również częściowo roztrzaskaną głowę (m.in. Jan Wolanin, Jan Małek), a prawie wszyscy poodbijane nerki, czy płuca. Oprócz tego stwierdzono u niektórych poranione stopy, pośladki, uda, czy genitalia oraz połamane żebra i kończyny górne. Dopiero po tym niewyobrażalnym bestialstwie rozstrzelano zmasakrowanych więźniów, przy czym nie wszyscy zginęli wtedy od gestapowskich kul. U co najmniej trzech partyzantów przyczyną śmierci było bowiem uduszenie wskutek zasypania żywcem.

Tej zbrodni nie można nigdy zapomnieć. Cześć ich pamięci!

/Piotr Flor/

Tagi: ii wojna światowa   mord partyzantów na rapach   biłgoraj   piotr flor

Komentarze (0)

Uwaga: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Za wypowiedzi naruszające prawo lub chronione prawem dobra osób trzecich grozi odpowiedzialność karna lub cywilna. IP Twojego komputera: 18.232.146.10

Dodaj komentarz

UWAGA!
Formularz dodawania komentarzy wymaga włączenia obsługi plikow cookies (ciasteczek), zapisywanych
i odczytywanych z Twojego urządzenia - jeśli chcesz dodać komentarz, włącz ciasteczka, odśwież stronę i spróbuj ponownie...


więcej

Restauracje

więcej

Pizzerie

więcej

Placówki artystyczne

Konkursy

Polecamy

Inwestycje kolejowe w regionie. Jest szansa, że pociągi połączą Biłgoraj z Janowe Lubelskim

Jednym z pięciu projektów zgłoszonych przez Województwo Lubelskie,...

Powiat biłgorajski i wolontariusze odnowili groby żołnierzy wojny obronnej 1939 roku

Na tzw. starym cmentarzu w Tarnogrodzie odnowione zostały groby...

Adwokat kościelny - jego misja i kompetencje

Niewłaściwa interpretacja przepisów prawa kanonicznego oraz nieznajomość...

Dzienny Dom Pomocy dla Seniorów w Biłgoraju otwarty. Zobacz jak wygląda i co oferuje (VIDEO)

Oddany do użytku został Dzienny Dom Pomocy dla Seniorów w Biłgoraju....

Jak stworzyć reprezentację seniorów? W Biłgoraju ma powstać Rada Seniorów

-Chciałyśmy aby seniorzy świadomie zadbali o swoje sprawy, dlatego...

Jak skutecznie zapobiegać korozji metalowych elementów?

Inżynierowie projektujący obiekty przemysłowe wykorzystują w tym celu...

Ogłoszenia