Strona startowa

Wiadomości - Aktualności

Stefan Knapp - pasja życia i tworzenia

Dodał: red Data: 2018-08-04 14:44:07 (czytane: 911)

Stefan Knapp (1921 - 1996) to jeden z najwybitniejszych polskich artystów plastyków XX wieku. Jego wyrafinowane prace malarskie można oglądać w światowych galeriach a olbrzymie murale zdobią budynki współczesnej architektury w Europie, Azji i obu Amerykach. Pochodził z Biłgoraja, skąd rozpoczęła się jego pasjonująca i pełna przygód podróż ku wielkiej sztuce.

RESTAURACJA PIZZERIA COUNTRY
www.country.bilgoraj.com.pl,pizzeria, pizza, Biłgoraj, w Biłgoraju, restauracja

ul Dąbrowskiego 6B. 23-400, Biłgoraj



„Tworzenie, mój własny udział w kształtowaniu świata, rzecz warta tego żeby dla niej żyć” - napisał Stefan Knapp w swojej książce zatytułowanej „Kwadratowe słońce”(Biłgoraj 2017). Stefan Knapp miał w sobie niezwykłą siłę twórczą i niepowściągnioną pasję artystyczną, którą przesycone było całe jego życie. Życie nasycone obserwacją otaczającego świata i kontemplacją piękna w każdym jego przejawie. Dzięki swojej postawie odkrył dla swoich dzieł niespotykaną dotąd formę, która wykracza poza krawędzie obrazu a nawet poza ściany galerii.

stefan_knapp__1_.JPG

Przyszedł na świat 11 lipca 1921 r. w Biłgoraju. Był trzecim z czworga dzieci Antoniego i Julii Knapów. W rodzinnym mieście uczęszczał do szkoły powszechnej. Już w dzieciństwie z pasją malował obrazki. W rodzinnych zbiorach zachowały się jedynie dwa pejzaże namalowane farbami olejnymi do odnawiania mieszkań. Stara chata pokryta strzechą, podmokłe pastwiska nad rzeką Ładą, czy różnorodność kramów na biłgorajskim targu, to wszystko mogło się stać inspiracją do malowania. „Na łąkach mojej młodości, tak jak je dziś pamiętam, więcej było chwastów i polnych kwiatów niż trawy. Łany zboża płonęły od maków i błękitniały od chabrów” - wspominał biłgorajski artysta.

stefan_knapp__5_.JPG

Marzenie czternastoletniego Stefka rozpoczynającego w 1935 roku naukę w technikum we Lwowie, o tym żeby studiować na Akademi Sztuk Pięknych, przez wiele lat miało pozostać nie spełnione. Krótki czas spędzony w tej szkole, był jednak wystarczający do tego, aby Knapp odkrył i rozwinął swoje liczne umiejętności, wśród których wyraźnie wybijał się talent plastyczny. „Zdobywałem nagrody za rysunki, z których najcenniejszą była nagroda w konkursie na wykonaną miękkim ołówkiem ilustrację do 'Odysei': narysowałem jednookiego Polifema, za co wręczono mi olbrzymie pudło akwareli” – wspominał z zadowoleniem Knapp. Wygrana w szkolnym konkursie, była dla niego wystarczającą motywacją, aby kontynuować swoje wysiłki na rzecz upragnionych studiów. Nawet wybuch wojny i bezpodstawne aresztowanie przez sowietów jesienią 1939 roku, które drastycznie odmieniło los Knappa, nie było w stanie zniweczyć jego artystycznych planów. Fascynacja otaczającym światem i umiejętność dostrzegania niezwykłości w każdym przejawie życia, nie opuściła go ani na chwilę.

stefan_knapp__2_.JPG

Wywieziony w głąb Rosji, do więzienia w Chersoniu nad Morzem Czarnym, Knapp z zapałem wykorzystywał swoje zdolności. Robił współwięźniom tatuarze, wykonywał karty do gry i figurki szachów z chleba. „Wbrew niepewnej przyszłości, wbrew głodowi i dolegliwościom więziennego bytowania, w chwilach, które poświęcałem moim figurkom - przyznaje Knapp - byłem bezwstydnie szczęśliwy”. Największym osiągnięciem twórczym Knappa z tego okresu były jednak fajkipodobizny, których cybuchy modelował z masy chlebowej na podobieństwo głowy przyszłego właściciela.

stefan_knapp__3_.JPG

W 1940 roku, dziewiętnastoletni wówczas Stefan, usłyszał wyrok pięciu lat łagrów. Wspólnie z innymi więźniami trafił w okolice Archangielska nad Morzem Białym, gdzie pracował przy budowie linii kolejowej. Więźniowie karczowali lasy, niwelowali pagórki i zasypywali jeziora, aby tory biegły bezwzględnie prosto. Największe emocje budziło w więziennym artyście zasypywanie jeziora w środku zimy. „Na lód wjechały teraz wagony z piaskiem, które zepchnięto z szyn na sam środek jeziora - opisuje wielokrotnie powtarzaną operację więzień Knapp - W końcu na tafli uzbierała się imponująca góra piachu i ziemi. (...) Sprzęt mechaniczny trzymany był na stalowych linach i innym mocowaniu, żeby można go było ściągnąć z jeziora, kiedy lód załamie się z potężnym trzaskiem, a ogromne zwały piachu i ziemi pójdą pod wodę. Ponieważ mróz był siarczysty, jezioro, rzecz jasna, wkrótce zamarzło ponownie. (...) Niezależnie od wszystkiego, chwila pękania lodu zapierała mi dech w piersiach.” Innym widowiskiem zapamiętanym przez Stefana, był powrót tysięcy więźniów do obozu po całodziennej pracy przy karczunku. O zmierzchu układane przez cały dzień piramidy z drewna podpalano. „Był to najpiękniejszy i najbardziej przejmujący widok, jaki w życiu spotkałem: wielomilowy sznur ognisk, wściekle buzujących w śnieżnym krajobrazie, okolonych lasami jak żałobnym wieńcem - opowiada Knapp - Światełka podrygiwały miarowo, wąż ludzki spuszczał się po zboczu wzgórza, ludzie śpiewali. Gdybym umiał zapomnieć o towarzyszących temu widokowi okolicznościach, hołubiłbym go w pamięci jak bezcenny skarb. Albo gdybym mógł to zobaczyć jeszcze raz, jeden jedyny raz, jako wolny człowiek”. Mimo przeciwności losu, głodu, chorób i nadludzkiego wysiłku optymistycznie podchodził do obozowego życia. Brał swoje życie takie jakim było, jako niebezpieczną przygodę, która wymagała od niego ryzykownych decyzji i pomysłowości, aby tylko utrzymać się przy życiu. Niezwykłe jest to, że w tak nieludzkiej sytuacji, jaką była niewolnicza praca, dostrzegał niezwykłe zjawiska i potrafił fascynować się otaczającym światem.

stefan_knapp__4_.JPG

Niespodziewanie Stefan i jego polscy koledzy zostali uwolnieni z obozu. Odmianę swojego losu zawdzięczali porozumieniu między Polską a ZSRR, zawartemu 30 lipca 1941 roku, które decydowało o wspólnej walce z hitlerowskimi Niemcami. W ramach tego porozumienia obywatele polscy więzieni na terenach Związku Sowieckiego, zostali objęci amnestią i mogli wstąpić do polskiego wojska. Grupa młodych mężczyzn ruszyła w podróż na południe, gdzie odbywała się rekrutacja. Jadąc pociągami towarowymi przez rozległe tereny Rosji ich oczom ukazywały się niezwykłe widoki. Działo się dokładnie tak, jak Knap przewidywał, gdy został aresztowany: „Im dalej uwiezie mnie pociąg, tym większy będzie kawał ziemi, który zwiedzę, wracając do domu”. Sieć kolejowa zawiodła ich najpierw do Moskwy, a każdy kolejny postój w oczekiwaniu na pociąg, był niezwykłą okazją do poznawania miejscowej kultury i czerpania nowych inspiracji. Wreszcie po licznych perypetiach Stefan Knapp dotarł do Buzułuku a 25 września 1941 r. wstąpił do wojska polskiego formującego się w ZSRR, znanego później jako Armia Andersa. Dowództwo skierowało Knapa do oficerskiej szkoły kadetów, aby odbył odpowiednie szkolenie wojskowe. Obozy szkoleniowe znajdowały się w kilku miejscach na terenie południowych republik ZSRR, więc wszędzie tam gdzie się znalazł, mógł zobaczyć niezwykłości orientalnej sztuki. Z podróży po Uzbekistanie zabrał wspomnienie o wspaniałym wschodzie słońca: „W architekturze Taszkientu mieszają się w zaskakujący sposób tradycje Wschodu i Zachodu. W ostrym blasku złocistego świtu miasto błyszczało jak baśniowy twór”. Przyszły artysta podziwiał nie tylko architekturę, ale i wytwory rzemiosła artystycznego. Zachwyciły go misternie wykonane brosze z emalii o jaskrawych kolorach, które później stały się inspiracją do stworzenia własnych dzieł. Wyczulenie na piękno, w przypadku Knappa, szło w parze z chęcią praktycznego poznawania technik zdobniczych, charakterystycznych dla sztuki Wschodu. Podczas krótkiego pobytu w Iranie wielkie wrażenie zrobił na nim kunszt artystycznej obróbki metalu, jakim wykazywali się Arabowie. „Mogłem godzinami przyglądać się powstawaniu odlewów z brązu – wspomina w ksiązce Knapp – Praca wydawała mi się niezwykle prosta, a jednak brązownictwo, z którym później miałem do czynienia, ustępowało jej pod każdym względem.”

Reklama.

Kolejnym krajem na żołnierskim szlaku Knappa, który dostarczył niezapomnianych wrażeń były Indie. Angielska kolonia fascynowała go wspaniałymi krajobrazami, egzotycznymi budowlami i urodą chroniących od upału parków. Odkrywanie coraz to nowych wrażeń estetycznych, było w przypadku Knappa równoległe z sięganiem po nowe wyzwania wojskowe. Gdy tylko nadarzyła się okazja, zgłosił się do służby w lotnictwie. W konsekwencji odesłano go drogą morską do Wielkiej Brytanii.

Od czerwca 1942 roku Stefan Knapp odbywał wielomiesięczne szkolenie na pilota Royal Air Force. Chciał zostać pilotem myśliwców, gdyż całkowicie ogarnęła go pasja latania, jak mówił: „To jedno warte było życia”. W grudniu 1944 roku pilot Knapp przydzielony został do 318 Dywizjonu Myśliwsko - Rozpoznawczego "Gdańskiego" stacjonującego w Forli niedaleko Rawenny. Była to eskadra do zadań specjalnych, która potrzebowała pilota o szczególnych zdolnościach wzrokowych. Stefan pokochał latanie za rozległość wizji, za rozkosz pędu, za nieporównany dreszcz pół radości, pół strachu, który sięgał najgłębszych sfer emocji i za swobodę wyobraźni. Możliwość oglądania świata z powietrza, było dla młodego pilota odkryciem nowej, niewyobrażalnej perspektywy.
Samoloty 318 Dywizjonu, oprócz zwykłego uzbrojenia myśliwskiego, wyposażone były w ukośne i pionowe aparaty do fotografowania obiektów naziemnych. „Było to fascynujące ćwiczenie wzrokowe, prawie jak kompozycja obrazu” – przyznaje w autobiografii Knapp. Rozległe widoki obserwowane podczas licznych lotów, zainspirowały go do ukształtowania artystycznych wizji i abstrakcyjnego wyrazu późniejszych dzieł. Pilot Knapp odbył wiele lotów bojowych i zwiadowczych nad terytorium wroga. Jego zadanie polegało na rozpoznawaniu, fotografowaniu i naprowadzaniu artylerii lub eskadry bombowców na niemieckie pozycje. Uczestniczył w walkach bezpośrednio na linii frontu, a mimo to niebezpieczeństwo ostrzału z półapu kilku tysięcy metrów nad ziemią, wydawało mu się prawie nierealne. „Okazuje się jednak, że w samolocie nie słychać eksplozji, co znacznie osłabia przerażający efekt. Leci się w kłębach czarnego dymu, wzbijanego przez ciężkie działa przciwlotnicze, pośród iskrzących się pocisków fosforowych - wyznaje Knapp - i wszystko to przypomina pokaz sztucznych ogni. Prawdziwa uczta dla oczu”. Obserwowanie dramatu działań wojennych z perspektywy samolotu sprawiało, że nasz bohater czuł się oderwany od rzeczywistości. Zachowywany dystans niwelował poczucie strachu i rozmiar tragedii ludzkich rozgrywających się na jego oczach. „Chwilami sam próbowałem się otrzeźwić, mówiłem sobie, że
przecież w tej właśnie chwili zabijam ludzi – napisał w książce – ale nigdy nie było to do końca rzeczywiste. Pozostawało wyłącznie przeżyciem wizualnym, a ponad wszystkim górowała zmysłowa przyjemność unoszenia się w powietrzu”. Latając na niebezpieczne i odpowiedzialne zadania zwiadowcze porucznik Knapp wykazywał się niezwykłym hartem ducha i wspaniałą spostrzegawczością. W 318 Dywizjonie „Gdańskim” służył do zakończenia wojny. Za zasługi w Polskich Siłach Powietrznych odznaczony został Krzyżem Walecznych oraz Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari. Zakończenie wojny dawało Knappowi nadzieję na realizację artystycznych marzeń.

Korzystając ze statusu zasłużonego oficera RAF-u otrzymał stypendium i w 1945 roku rozpoczął upragnione studia plastyczne w Central School of Arts and Crafts w Londynie. Malował wtedy „dosłownie wszystko” a przy tym zarabiał na swoje utrzymanie. Niestety coraz częściej w jego pracach pojawiały się obrazy przypominające gehennę sowieckich łagrów. Knapp przyznaje, że malował ich mnóstwo: „zacząłem malować obrazy grozy (…) wynędzniałe oblicza głodujących, dziecko skubiące trupa...” Wyrzucenie tych obrazów z siebie i uwolnienie się od bagażu traumatycznych przerzyć, pomagało Knappowi w odzyskaniu swojej tożsamości rozbitej przez wojenne losy. Chaotyczny natłok wizji i niemożliwość ułożena ich w chronologiczną całość, zdawała się przerastać artystę. Remedium na te bolączki duszy Knapp intuicyjnie odnalazł w pracowni malarskiej i całkowicie oddał się sztuce. Cykl dramatycznych w wyrazie obrazów, które zaprezentował jeszcze jako student na wystawie w 1947 roku przy Wigmore Street w Londynie, stał się próbą rozrachunku z wojenną przeszłością. W późniejszej twórczości Knapp nie odwoływał się w tak bezpośredni sposób do lat spędzonych na syberyjskiej katordze. W tym samym roku w London Gallery zaprezentował rzeźby wykonane z korzeni drzew. Obie wystawy cieszyły się przychylnymi recenzjami w prasie i były ważnym momentem w życiu debiutującego artysty. W tym samym czasie napisał wspomnienia z okresu II wojny światowej, które wydane zostały przez angielskiego wydawcę pod tytułem „The Square Sun” w 1956 roku. „Kwadratowe słońce” było dla Knappa przede wszystkim moralnym obowiązkiem mówienia o okrucieństwach sowieckich łagrów. Wielokrotnie próbował o tym mówić w Wielkiej Brytanii, ale zawsze spotykał się z brakiem współczucia i odrzuceniem prawdy. Literacka forma była więc najskuteczniejszym sposobem zaświadczenia prawdy i uporządkowania swojego dotychczasowego życia. Słońce widziane przez małe okienko więziennej celi, które wydawało się kwadratowe, to obraz który na stałe wyrył się w duszy młodego artysty. Tytułowe „kwadratowe słońce” jest zatem malarską metaforą, która stała się główną ilustracją do „dziwnego i pełnego przygód życia” jakie przyszło Knappowi wieść od chwili aresztowania do momentu w którym stał się prawdziwym artystą.

stefan_knapp__6_.JPG

Napisanie książki stanowiło dla Knappa swoistą autoterapię a zarazem stało się przepustką do świata nowych inspiracji twórczych. Odbierając w 1950 roku dyplom ukończenia studiów na University College London, dokąd w międzyczanie się przeniósł, Stefan Knapp czuł się wprawnym rzemieślnikiem, ale na pewno nie artystą. Potrzebował jeszcze czasu na eksperymentowanie z formą i poszukiwanie własnego stylu. „Wiedziałem, że muszę się przekonać, czy mam w sobie coś godnego wypowiedzi i czy zdołam to wypowiedzieć po swojemu – pisze Knapp – a więc odkryć, czy w ogóle jestem artystą.” Wynajął więc pracownię i w zupełnym odosobnieniu dzień po dniu przenosił swoje artystyczne wizje na karton i płótno. Wielokrotnie analizował każdy szczegół namalowanego obrazu dopóki nie osiągnął zadowalającego efektu. W samotnym skupieniu rysował i ścierał, malował i zdrapywał to co namalował, szukając tego co dany przedmiot oznacza dla niego. Tytaniczna praca jaką wkładał w poszukiwanie właściwego sobie wyrazu artystycznego, była równocześnie odkrywaniem własnej, zdruzgotanej przez wojnę tożsamości. Przełom nastąpł jesienią 1954 roku, gdy Knapp doświadczył czegoś w rodzaju powtórnych narodzin. Kulminacyjny moment zmagań był dla niego niesamowitym stanem łaski, jakiego nigdy przedtem nie zaznał. „Uświadomiłem sobie, że robię coś własnego - może bardzo małego, ale jest to tworzenie, mój własny udział w kształtowaniu świata, rzecz warta tego, żeby dla niej żyć. Moje życie stało się warte życia - wyznaje Knapp - Zmieniło to całe moje życie, mój stosunek do ludzi, samą wewnętrzną strukturę mojego istnienia. (…) I miałem pewność, że buduję własny świat bez potrzeby zapożyczania lub kopiowania tego, który już istnieje.” Dopiero wtedy gdy wyzbył się kompleksów i odbudował poczucie własnej wartości, był w stanie tworzyć na miarę swoich pragnień. Zwieńczeniem trwającego osiemnaście miesięcy okresu poszukiwań własnej artystycznej drogi, stała się wystawa prac zaprezentowana w 1954 roku w
Hanover Gallery w Londynie.

Najwięcej o miłości do sztuki dowiadujemy się z ostatniej części autobiografii „Kwadratowe słońce”. Knapp odsłania przed nami kulisy pracy studyjnej, gdy najintensywniej eksperymentował nad formą i poszukiwał własnego, niepowtarzalnego wyrazu artystycznego. Dzieli się także osobistymi przeżyciami, jakich doświadczał podczas tworzenia obrazów. „Obezwładniający cud kreacji artystycznej ma to do siebie, że jego ekstazy przeżywa się w samotności. Przeniesienie wizji na płótno to tylko część przeżycia – opisuje proces twórczy Knapp – zresztą, nie da się przenieść wizji na płótno, wizja jest nieprzenośna, to co otrzymuje się na płótnie jest jej daleką łuną. Cały ten proces jest torturą i rozkoszą zarazem. Najpierw trwa nieskończenie długi ból i paraliż, nieznośny skurcz żołądka, krańcowe napięcie każdego nerwu - aż wreszcie coś pęka. Rozlewa się światłość, strzela płomień. Kulminacja, ostateczny wniosek - nie ma rzeczy mocniejszej i dającej większą satysfakcję”. Zadziwiające jest z jaką precyzją artysta stara się zdefiniować wyczerpujący proces powstawania dzieła, któremu towarzyszy cały wachlarz emocji. Stefan Knapp nie poprzestał jednak na ujawnieniu uczuć towarzyszących kreacji twórczej i zaprezentował własną koncepcję malarską, która leży u podstaw jego twórczości. „Człowiek, Drzewo, Rzeka to abstrakcja. To symbole – znaczące co innego w zależności od ich odniesienia do ludzi, grup ludzkich albo takich czy innych obiektów naturalnych” - mówi Knapp. Problemem podstawowym było estetyczne wyrażenie symbolu, który ma być utożsamiony z człowiekiem, zwierzęciem lub drzewem. Wielomiesięczna walka w pracowni zaowocowała dotarciem do idei rzeczy od środka; wyizolowywaniem jej z chaosu wyobraźni. Knapp nie próbował rysować ani wizerunku ludzkiego ciała, ani oczywistych jego deformacji; dla niego „zagadką było wewnętrzne znaczenie ludzi, zwierząt i roślin oraz możliwość symbolizowania ich wzajemnych stosunków za pomocą własnego systemu intelektualnych uproszczeń i hieroglifów.” Przemyślenia te pozwoliły mu, uwolnić się od wpływów innych malarzy i wypracować ramy do budowania własnego języka obrazowania. W głowie malarza pojawił się równocześnie pomysł wykorzystania do swoiej pracy twórczej techniki emalierskiej. Starożytna technika stosowana do tej pory w jubilerstwie, dawała w przekonaniu Knappa o wiele większe możliwości, a mianowicie wykonywanie obrazów i dużych dzieł architektonicznych, dzięki czemu malarstwo mogło ubogacić architekturę. Największym osiągnięciem artysty jest udoskonalenie techniki emalierskiej w sposób umożliwiający użycie malarstwa na wielka skalę, do dekorowania elewacji budynków. Oryginalnym pomysłem Knappa było zastosowanie gruntu porcelanowego na podłożu ze stali i kilkukrotne wypalanie obrazu namalowanego specjalnmi farbami w piecu w temperaturze 820 stopni Celcjusza. Swój wynalazek malowania emalią na stalowych płytach artysta opatentował w 1955 roku a w kolejnych latach jeszcze udoskonalał swoją technologię. Obrazy wykonywane autorską metodą powlekania emalią płyt z metalu przyniosły Knappowi sławę. Jego wyrafinowane prace malarskie można oglądać w wielu galeriach na całym świecie. Możliwość tworzenia trwałych wielkopowierzchniowych kompozycji malarskich sprawiła, że to właśnie jemu zlecano dekorowanie współczesnej architektury. Śmiało konkurował z takimi malarzami jak Pablo Picasso czy Salvador Dali. Jego wielkie malowidła zdobią najbardziej prestiżowe budynki na niemal wszystkich kontynentach, między innymi: londyńskie lotnisko Heatthrow, siedzibę ONZ w Genewie, centrum handlowe Aleksander's w Paramus w stanie New Jersey, a także gmach Uniwersytetu M. Kopernika w Toruniu i jedną stację warszawskiego metra.

Zaraz po wojnie Knapp osiedlił się w Wielkiej Brytanii i był tam jednym z najbardziej znanych polskich artystów. Żył i pracował w Sand Hils koło Witley, w hrabstwie Surrey, gdzie miał swój dom i pracownię. W latach 1954-1968 organizował przynajmniej jedną wystawę rocznie. Trzykrotnie artysta prezentował swoje prace w rodzinnym kraju, na wystawach w Warszawie. Często odwiedzał rodzinny Biłgoraj, czasem nawet dwa razy w roku. Jako jedyny Polak w historii otrzymał w 1973 roku Nagrodę im. Winstona Churchilla. Za zasługi dla kultury polskiej został w 1975 roku uhonorowany Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł na skutek rozległego zawału serca 12 października 1996 roku w swojej pracowni. Spoczął na cmentarzu w Godalming.

Stefan Knapp nie potrafił utrzymać w ryzach swojej wyobraźni, świadczą o tym jego wielobarwne murale na całym świecie. Niepowściągniona pasja tworzenia, pomysłowość i otwartość na coraz to nowe wyzwania charakteryzowały całe jego życie. „Kto wie, czy kiedyś nie pozbędziemy się ostatecznie farb i płócien - fantazjował nad przyszłością sztuki Knapp - a zamiast nich zaczniemy używać światła, światła w różnych planach, które potrafi stworzyć te same iluzje wzrokowe na ścianach naszych domów. Co za sens w końcu, żeby obraz wisiał w pokoju, kiedy nikogo tam nie ma?”

* Wszystkie cytaty pochodzą z autobiograficznej książki Stefana Knappa pt: „Kwadratowe słońce”, w tłumaczeniu Jolanty Kozak, wydanej przez Biłgorajskie Towarzystwo Regionalne w Biłgoraju w 2017 roku.

/Piotr Kupczak/

Tagi: stefan knapp   życie i twórczość   kwadratowe słońce   piotr kupczak

Zobacz także

W MZB otwrto nową wystawę (FOTO)

Dodane: 2018-10-20 15:28 - Komentarze  (0)  czytane (536)

TAGI: muzeum ziemi biłgorajskiej, wielka wojna, niepodległość, biłgoraj



Komentarze (1)

Uwaga: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Za wypowiedzi naruszające prawo lub chronione prawem dobra osób trzecich grozi odpowiedzialność karna lub cywilna. IP Twojego komputera: 54.224.89.34

(2018-08-04 19:50:43)

Dobrze, że się pamięta o tym artyście. Wkrótce po jego śmierci pisała o nim Halina Ewa Olszewska, dzięki współpracy z krewnymi Stefana Knapa. Dziesięć lat później, ta sama autorka napisała kolejny tekst o Knapie ( publikowany m.in. na stronie miasta Biłgoraj , w mediach zamojskich i polonijnych, w "Tanwi" i ASPEKTACH ), a jej wiersz o tym artyście został opublikowany w mediach i pokonkursowym almanachu Dowództwa Generalnego rodzajów Sił Zbrojnych. Andrzej Czacharowski z BTR, kilka lat temu również pisał o Stefanie Knapie. Rok temu ukazała się książka Knapa "Kwadratowe słońce". Niedawno na temat artysty i jego książki pisała Iwona Danuta Startek ( publikacja w Lzd we Belgii). Na temat Stefana Knapa pisał również wywodzący się z Biłgoraja krakowski artysta plastyk Marek Świca. Obecnie Piotr Kupczak dołączył interesującym tekstem do sporego już grona publicystów, którzy upowszechniają wiedzę o wywodzącym się z Biłgoraja wybitnym artyście plastyku światowej sławy.

Dodaj komentarz

UWAGA!
Formularz dodawania komentarzy wymaga włączenia obsługi plikow cookies (ciasteczek), zapisywanych
i odczytywanych z Twojego urządzenia - jeśli chcesz dodać komentarz, włącz ciasteczka, odśwież stronę i spróbuj ponownie...


Telewizja

Powiatowy Festiwal Piosenki Ludowej

Koncert patriotyczny w Soli

79. rocznica sowieckiej agresji na Polskę

Dożynki Powiatu Biłgrajskiego - Księżpol 2018

75. rocznica wysiedlenia Bukowiny

Wspólny koncert pieśni żołnierskich

Konkursy

Voucher do food trucka
Zobacz więcej Dodaj

Promocje

Przeczytaj kolejną wiadomość:

100 dni abstynencji na 100-lecie niepodległości (AUDIO)

Czas od soboty 4 sierpnia do niedzieli 11 listopada 2018 roku to 100 dni. W tym roku Episkopat Polski prosi: niech będzie to 100 dni abstynencji...