Tylko najstarsi mieszkańcy Soli prowadzą bydełko do „olęderni”, młodsi już do obory. "/>

Strona startowa

Wiadomości - Kultura, rozrywka

Holender pilnie poszukiwany

Dodał: Ewa Data: 2008-09-24 10:41:16 (czytane: 1891)

holender_pilnie_poszukiwany.jpg
Tylko najstarsi mieszkańcy Soli prowadzą bydełko do „olęderni”, młodsi już do obory.

P.W. EKO-SYSTEM - JAN LESIAK
www.ekosystem-lesiak.pl,Roboty wodnokanalizacyjne, drogowe, ogólnobudowlane,  Niwelacje terenu, fundamenty, Wynajem sprzętu budowlanego, Doradztwo w zakresie przepisów ochrony środowiska, oczyszczalnie przydomowe, oceny środowiskowe

Szozdy 11. 23-407 , Tereszpol



I jest jeszcze Zartmet Olender Sól, klub sportowy, który przypomina o tym, że jak wieść niesie, miejscowość założyli osadnicy z Holandii. Poza tym ich śladów próżno szukać. I to trzeba zmienić

Sól liczy ok. 2 tys. dusz. Wszystkie dobre. Do roku 1972 miejscowość była stolicą gminy o tej samej nazwie. Teraz trwa w gminie Biłgoraj.
Hubert Niespodziewański i Jan Lisiecki współzakładali Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Wsi Sól i Kolonia Sól „Więź”. Pierwszy jest informatykiem w biłgorajskim PGK, drugi - wicedyrektorem w Katolickim Liceum Ogólnokształcącym w Biłgoraju. Niespodziewański prezesuje „Więzi”, Lisiecki jest wiceprezesem.

- W zasadzie chodziło o to, żeby coś zmienić. Żeby się coś działo - wyjaśniają.
I tak Niespodziewański z Lisieckim oraz wielu innymi, wspomagani przez Akcję Katolicką, Urząd Gminy w Biłgoraju, miejscowy Klub Sportowy Olender - Zartmet, biłgorajskie Muzeum Regionalne, Ochotniczą Straż Pożarną, parafię pw. św. Michała Archanioła zorganizowali pierwszy w historii Dzień Miejscowości. Imprezie przyświecało hasło: „Sięgamy do korzeni”. A korzenie Sól ma niebagatelne, bo holenderskie - kiedyś wieś zwała się ponoć Olędrów (ew. Olendrów). Do przyjęcia są też nazwy Olędry (Olendry).
Patronat nad uroczystościami objął prezes Kopalni Soli w Wieliczce (bo Wieliczka Soli odmówić nie mogła).

Do Soli przyjechali mieszkańcy Nieszawki Wielkiej. Przebyli szmat drogi (spod Torunia), żeby przekonać się, iż poza historycznym odniesieniem zapisanym w niegdysiejszej nazwie miejscowości, pamiątek po bytności Holendrów próżno szukać.
- Ale skoro była kiedyś taka nazwa, to i Holendrzy musieli tutaj kiedyś być - przekonują Stanisław Masalski, Paweł Borzęcki, Jan Dąbrowski z Nieszawskiego Stowarzyszenia Samorządowego „Wspólne Gniazdo”. Tego samego zdania jest wójt gminy Nieszawka Wielka, Kazimierz Kaczmarek.

Podobnie uważają: Michał Jakubowski, Daniel Ufa, Marcin Prengowski ze Stowarzyszenia Lokalna Grupa Działania Razem dla Rozwoju Regionu Sochaczewskiego. Ci z kolei przyjechali z gm. Brochów.
- W Brochowie zachowały się na cmentarzu nagrobki ewangelików - osadników z Holandii. I my je odnowiliśmy - opowiada prezes stowarzyszenia, Marcin Prengowski. Teraz odkrycie dawnej obecności Holendrów, to element promocyjny gminy. Za sprawą Holendrów są organizowane konferencje naukowe. Jest też szlak rowerowy, którego trasa została wytyczona tak, aby turyści dotarli do wszystkich miejscowości, w których są jeszcze ślady osadnictwa holenderskiego.
Również na cmentarzach w Nieszawce Wielkiej zachowały się nagrobki holenderskich osadników, czy może raczej ich potomków. Jest też ulica Mennonitów (bo tego wyznania byli Holendrzy). Toruńskie muzeum chce w Nieszawce urządzić coś na kształt skansenu, w którym znajdą się zrekonstruowane (lub też odremontowane budynki „Olendrów”). Na ten cel muzeum zamierza pozyskać środki z Unii Europejskiej.
Do Brochowa, owszem przyjeżdżają od czasu do czasu wnuki, prawnuki mieszkających tutaj przed laty „Olendrów”.
- Wiele osób dotychczas mieszkających w Brochowie i okolicach ma z pewnością holenderskie korzenie. Być może nawet o tym nie wiedzą, nie znają historii swoich rodzin - opowiada Marcin Prengowski.
Stowarzyszenia, takie jak to z Brochowa czy Nieszawki, chcą natomiast o tej zapomnianej już historii przypominać.

- Jakieś trzy miesiące temu do Nieszawki przyjechała grupa mennonitów ze Stanów Zjednoczonych. To byli potomkowie Holendrów, którzy u nas kiedyś mieszkali - wspomina Stanisław Masalski. - Chyba największe wrażenie zrobiła na nich właśnie ulica Mennonitów. Było im bardzo przyjemnie, że pamiętamy.
Dlaczego np. w Nieszawce grupa zapaleńców zabrała się za porządkowanie cmentarzy, odnawianie nagrobków? Dzięki temu oczywiście gmina miała swoje pięć minut w mediach (i nadal jest w nich obecna). Ale nie o to tylko chodziło.
- Po prostu dorośliśmy - mówi Masalski.
Bo nie ma siły, taka jest konstrukcja człowieka, że za wszelką cenę chce się gdzieś zadomowić, a to oznacza, iż nie wystarcza mu tylko dom, ogródek, samochód. Potrzebne są rodzinne fotografie, tak samo jak znajomość historii miejscowości, w której żyje. Często też trzeba odwiedzić miejsca, w których kiedyś mieszkali rodzice, dziadkowie. Masalski wie o tym, jak mało kto. Jego rodzice przed wojną mieszkali na Wołyniu. Zostali stamtąd wywiezieni przez Niemców na roboty (w okolice Czaplinka, obecnie woj. zachodniopomorskie). Po wojnie chcieli wracać na Wołyń, ale nie mieli takiej możliwości. Sowieci zatrzymali ich w Toruniu.
Masalski nie wytrzymał. Po latach w końcu wybrał się na Wołyń. Dotarł do Mielnicy w okolicach Równego, gdzie mieszkała jego rodzina.
- Domu już nie ma. Z ziemi wygrzebałem cegłę, tyle z tego zostało - opowiada.
Tym łatwiej mu zrozumieć cel wyprawy mennonitów, którzy pewnie wiedzeni taką samą potrzebą, przyjechali do Nieszawki.
- To nie my ich szukaliśmy. Oni nas znaleźli - wyjaśnia.

Pożytek z „Olędrów”
Olędrzy zazwyczaj określani jako schizmatycy (luteranie, ewangelicy, mennonici, kalwiniści itd. itp.) przyjeżdżali do Polski w XVI wieku. Tutaj szukali schronienia przed prześladowaniami religijnymi. I, co by nie powiedzieć, akurat na tym Rzeczpospolita skorzystała.
„Olędrom” oddawano w dzierżawę (lub sprzedawano) zazwyczaj tereny podmokłe. A że w rodzinnej Holandii nauczyli się radzić sobie z o wiele gorszym żywiołem, z zapałem zabierali się do osuszania bagien, czy jak w niektórych przypadkach bywało, karczowania lasów. Zakładali osady, gospodarzyli - hodowali bydło (stąd choćby w Soli, choć i w innych regionach Polski także przetrwała nazwa „olędernia” - oznaczająca oborę”). Olendrzy chętnie osiedlali się nad rzekami, wielu trudniło się handlem, a w XIV wieku znaczną część produktów właśnie drogą wodną transportowano).

I tak mogło być w Soli, gdzie teren owszem miejscami był zabagniony, no i była, i jest rzeka - Biała Łada. Do dzisiaj w Soli niektórzy uważają, że to właśnie osadnicy z Holandii zakładali magazyny z solą z Wieliczki, stąd właśnie nazwa miejscowości. Inni wskazują, że nazwa wzięła się od strumyka o nazwie Sól.
- Nic podobnego - przekonuje Jan Lisiecki. - Przecież najpierw musiała być sól!
Jak było naprawdę? Dorota Skakuj z Muzem Ziemi Biłgorajskiej przyznaje, że tego dokładnie nie wiadomo. A już na pewno łatwiej znaleźć igłę w stogu siana, niż pamiątkę po Olendrach.
- Jeśli Holendrzy byli, to nie wiemy ilu. Być może sprowadził ich tutaj Adam Gorajski, właściciel tych dóbr? - zastanawia się Dorota Skakuj.
Lepiej udokumentowane jest to, że funkcjonowały magazyny soli.
Co do Holendrów, nie wiadomo czy zatrzymali się tutaj na dłużej. Z reguły tak było np. w Nieszawce czy w Brochowie, dotrwali do lat 20. XX wieku, a w niektórych przypadkach wyjeżdżali z Polski dopiero po II wojnie światowej (kojarzono ich z ludnością niemiecką, lub istotnie zostali zgermanizowani). Po wojnie byli wysiedlani.
W Soli jest kilka rodzin, które noszą nazwisko Niemiec.
- Nie mam pojęcia, dlaczego - głowi się Wiesław Niemiec, wiceprezes Klubu Sportowego Olender - Zartmet. Z wiceprezesa czasami żartują, że kto jak kto, ale on na pewno z Holendrów.
- Bo zacięcie do piłki nożnej ma - cieszą się w Soli.
Jan Lisiecki, wiceprezes Stowarzyszenia „Więź”, na razie zachowuje zimną krew. A ślady Holendrów?
- Znajdą się. Badania są w toku - uspokaja.
Tadeusz Kłos, Józef Nizio (każdy z nich ma już 73 lata) i młodzieniec Józef Kapka (62 wiosny) o holenderskich historiach wioski nie mają zielonego pojęcia.
- Może i byli, a kto ich tam wie - rozważają, pogryzając kiełbasę z grilla. - Czy to ważne? Dzisiaj jest święto, wieś się bawi i tak powinno być co tydzień.
- O magazynach z solą opowiadał jeszcze mój dziadek. Ale o Holendrach nie - zamyśla się Jan Strzałka, wójt Soli w latach 1955-1966.

Nic o osadnikach z Holandii nie wiedzą także: Jan Olszewski, ostatni wójt Soli, ani Piotr Skubis, który przez 18 lat rządził gminą Biłgoraj.
Czy aby Sól słusznie świętuje? Bo niby nie brak odniesień do Gorajskiego (swego czasu „pierwszego kalwina” na Lubelszczyźnie), Holendrów (i to takich, którzy w Kościele katolickim tworzyli żywioł wywrotowy).
Ks. Piotr Podborny, proboszcz solskiej parafii pw. Świętego Michała Archanioła: - Taka była historia, musimy żyć razem. A pomysł ze zorganizowaniem święta był bardzo dobry.
- Znam Holendrów osobiście. Przemili ludzie. Im też się Unia nie podoba - zauważa, jak zwykle politycznie wicestarosta biłgorajski, Stanisław Schodziński.

Hubert Niespodziewański i Jan Lisiecki są dobrej myśli. Co prawda w temacie Holendrów nie mają za wiele do pokazania, ale przecież, jak przypominają, nie w tym tylko rzecz. Odwoływanie się do historii, organizowanie imprezy, wreszcie spełniło ich zdaniem swoją rolę. - Nie ukrywam, że zależy nam na promocji miejscowości. Szukaliśmy czegoś, dzięki czemu dałoby się to zrobić. Akurat w naszym przypadku są to Olędrzy i sól - tłumaczy Jan Lisiecki. - Ale jest coś jeszcze ważniejszego. W nazwie naszego stowarzyszenia jest słowo „więź”. Czyli chodzi o to, aby taka więź między mieszkańcami była, żeby chcieli razem coś robić. I tutaj odnieśliśmy sukces, bo w organizację imprezy było zaangażowanych mnóstwo osób. A ci, którzy tylko przyszli na festyn, są zadowoleni i wiedzą, że warto było.

W niedzielę, w Soli nie dopisała pogoda. Ale to nic. Choć ludzie mokli w deszczu, nie narzekali. Nagradzali brawami występ zespołu z Rudy Solskiej, oraz z Soli (bez nazwy). Panie z Soli na okoliczność wyśpiewywały też o Holandii, w której można zrywać tulipanki. Jedną z atrakcji dnia była inscenizacja bitwy między „zamojskimi” a „gorajskimi”. W strojach z epoki wystąpili członkowie Bractwa Rycerskiego „Warchoły i Pijanice”.

Nie do końca powiodło się ambitne przedsięwzięcie. Plan był taki: zaproszeni goście będą przecinać piłą kłodę drewna. Musieli ciąć wzdłuż. I części przeciętego drewna miały być wkopywane w ziemię. To na pamiątkę Dnia Miejscowości. I kolejnych, bo na jednym razie nikt nie ma zamiaru kończyć.

Cóż, w niedzielę się nie udało. Nie dał rady wicestarosta Schodziński, nie poradził wójt gminy Biłgoraj Wiesław Różyński. Nawet narady burmistrza Janusza Rosłana i ks. Piotra Podbornego na nic się zdały.
- Ścisnęło piłę, trzeba klina - zawyrokował Stanisław Schodziński.
Niestety klina nie było. Na tym więc pracę zakończono. I źle się stało.
Bo niby klęska, ale skoro w Soli przyznają się do Holendrów, nie powinni się załamywać.
Organizacja pn. „Towarzystwo Olendrów Polskich” służy radą, jak postępować w sytuacjach zdawałoby się beznadziejnych. Oto cytat: „olenderski styl życia (sposób na życie) - a ujmując to szerzej - filozofia życia (...) wyraża się w nadrzędnych wartościach życiowych takich jak: etos pracy, wytrwałość, skrupulatność, nowatorstwo, solidarność i wrażliwość oraz głęboka wiara w nieprzerwaną i skuteczną pomoc Opatrzności. Obrazuje to wyraźnie popularne przysłowie holenderskie: Gewoon een doen (po prostu chcieć, wystarczy chcieć)”.
Czyli, jak mawia najprawdziwszy Holender Leo Beenhakker: „Step by step” (krok po kroku). A na pytanie „Why” (dlaczego?) - odpowiada: „For money!” (dla pieniędzy).

Źródło: Kronika tygodnia

Zobacz także

Szkolenie dla dekarzy w ZSBiO

Dodane: 2019-12-10 15:14 - Komentarze  (0)  czytane (59)

TAGI:



Komentarze (0)

Uwaga: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Za wypowiedzi naruszające prawo lub chronione prawem dobra osób trzecich grozi odpowiedzialność karna lub cywilna. IP Twojego komputera: 3.94.129.211

Dodaj komentarz

UWAGA!
Formularz dodawania komentarzy wymaga włączenia obsługi plikow cookies (ciasteczek), zapisywanych
i odczytywanych z Twojego urządzenia - jeśli chcesz dodać komentarz, włącz ciasteczka, odśwież stronę i spróbuj ponownie...


Telewizja

Nowe konkursy dla organizacji pozarządowych na nowych formularzach ofert

Święto krwiodawców

Koncert Cecyliański

Tanecznie dla Niepodległej

XXIV Festiwal Pieśni Patriotycznej i Legionowej

Szkoła do hymnu - I LO im. ONZ

Konkursy

Zobacz więcej Dodaj

Promocje

Przeczytaj kolejną wiadomość:

Ukochane Barwy

2 maja - dzień flagi narodowej. Flaga, godło narodowe i hymn to obok tradycji, historii, kultury i języka podstawa świadomości narodowej...